Dlaczego myślimy, że mamy rację, nawet gdy jej nie mamy?

Fot. Ben Paul

Opowiem Wam dziś o niewygodnym uczuciu przełykania żaby i o mózgu-Bogdanie, który jest straszliwie zarobionym pracownikiem. O swędzącym poczuciu, że możemy nie mieć racji i co z tym robimy, żeby jednak utwierdzać się w przekonaniu, że ją mamy.

Są na tym świecie pewne “siły”, które klepią nas po pleckach i mówią: “Masz rację, Babe”. Te siły to tak zwane błędy poznawcze, czyli wzorce nieracjonalnego, zniekształconego postrzegania rzeczywistości. 

Czasem błędy te wynikają z chodzenia na skróty, a przykład przy podejmowaniu decyzji, bo brakuje nam czasu, motywacji albo mózgowi, który zużywa bardzo dużo energii “nie chce się” pracować.

Wolisz posłuchać tego wpisu?

Zarobiony Bogdan ze stertą papierów

Wyobrażam to sobie tak, jakby mieć do czynienia z wysłużonym pracownikiem jakiejś firmy, który dzień po dniu dostaje na swoje biurko stertę papierów wyższą niż on. Poprzerzucanie tego wszystkiego z należytą uwagą to mission impossible. No nie da rady, choćby się… No. 

Dlatego pracownik ów, nazwijmy go Bogdan, zaczyna przerzucać tę stertę trochę po łebkach. Stawia sobie w swoim pokoiku różne kuferki, do których lądują papierzyska, po szybciutkiej oględnej “ekspertyzie”. Niektóre trafiają na kupkę tych, którym trzeba będzie poświęcić jednak trochę więcej czasu. Ale reszta? No doba nie jest z gumy, nie?

Zatem nasz mózg – Bogdan, upraszcza sobie robotę. Wrzuca różne rzeczy do szufladek, szybciutko, rutynowo: – A, tę pomarańczową teczkę to od razu Mariolko zanieś tam, na okno.

Nasz świat jest taką firmą, która zrzuca za dużo na biurko jednego człowieka. Tylko, że z tej firmy akurat nie jesteśmy w stanie się zwolnić. 

Fot. Ag Ku

Emocje i obrona ego

Dlaczego jeszcze Bogdan tak robi? Bo chce być przy tym wszystkim dobrym pracownikiem. Przecież siedzi w tej firmie już tyle lat i co nieco się zna! Ba, w niektórych rzeczach to przecież jest ekspertem, co by nie mówić. 

Pragnienie zachowania dobrego samopoczucia i wysokiego mniemania o sobie gra tu istotną rolę. 

Dziś opowiem Wam o kilku takich błędach poznawczych, które dotyczą złudzeń, że mamy rację. A inni, jeśli uważają inaczej niż my, raczej tej racji nie mają.

To działa szczególnie mocno, gdy dotyczy zagadnień wywołujących nasze silne emocje i gdy ktoś lub coś próbuje podgryzać nasze mocno ugruntowane opinie. Reagujemy silnie, bo nierzadko czujemy się tak, jakby podważał nas samych. Bo przecież mocno w to coś wierzymy. Miałoby się teraz okazać, że to nieracjonalne? Że daliśmy się zrobić w konia? 

Niektórzy potrafią powiedzieć: O kurczę! Nie wiedziałem! Nie patrzyłem na to w ten sposób. Ciekawe! Albo: OJEJ! MYLIŁEM SIĘ! Ale większości ani trochę nie przychodzi to lekko. Niektórzy w najlepszym razie wolą zmienić temat i trzy dni później twierdzić już, że od początku właśnie tak mówili, jak Ty.

Nie jesteśmy nawet świadomi tych mechanizmów! I nikt nie jest na nie odporny.

To dotyczy zresztą nie tylko przekonań. Uważamy, że nasze rozwiązania, nasze przyzwyczajenia, sposoby odkładania widelca do ociekacza – w górę ząbkami czy w dół, są bardziej sensowne i jedyne słuszne (true story!). Bo przecież ten nasz sposób jest lepszy, wiadomo! A moja racja mojsza!

No i w obronie tego swojego ego, nieświadomie, trzymamy się swoich racji i wyszukujemy tego, co je potwierdza. Nawet wolimy otaczać się ludźmi, którzy nas miło poklepią po pleckach, niż będą nam tu serwować żaby, które trzeba przełknąć.

Fot. Cassidy Marshall

Żaby do przełknięcia

No, właśnie, jak już przy też żabie jesteśmy to może najpierw opowiem Wam parę słów o dysonansie poznawczym. Dysonans ten to takie niewygodne uczucie, wynikające z tego, że właśnie dowiedzieliśmy się czegoś, co bardzo nam nie leży. Swędzi i kłuje. Generalnie – chcemy myśleć o sobie jako o mądrych, dobrych, szlachetnych, racjonalnych i opierających się na logice ludziach. A nasze rzeczywiste zachowania i poglądy nie zawsze idą z tym w parze. 

Czasem bardzo w coś wierzymy, na przykład w Astrologię… A potem okazuje się, że daliśmy się zrobić w konia i jeszcze wydymać na kasę. I ani trochę nam nie po drodze żeby uznać, że astrologia jest pseudonauką i że wykazano, że nie sprawdza się, a pozorną jej skuteczność tłumaczy się właśnie błędami poznawczymi.

Gdy się mylimy, wierzyliśmy w coś, co ktoś łatwo zakwestionował, gdy zachowamy się w sposób, z którego nieszczególnie można być dumnym, to zwykle najtrudniej zmienić ten pogląd, zachowanie czy przyznać, że daliśmy się zrobić. Raczej chcemy zachować mniemanie o sobie jako postępującym rozsądnie. 

Dlatego stosujemy cały arsenał sposobów, żeby nie musieć ani doświadczać tego niewygodnego uczucia, ani zmieniać zdania.

Efekt potwierdzania i spółka

Na czele, jako pierwszy prezentuje się w całej okazałości efekt potwierdzania czyli inaczej błąd konfirmacji. Mamy tendencję do preferowania tych informacji, które potwierdzają wcześniejsze nasze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe czy nie. I ta tendencja przejawia się na wielu poziomach, zaczynając już od tego, że poszukujemy informacji i zapamiętujemy je wybiórczo. A potem interpretujemy w błędny sposób, sprzyjający naszym przekonaniom. Nie ważne jakie argumenty obalające nasze przekonania usłyszymy czy przeczytamy, to zinterpretujemy je sobie tak, żeby zgodziły się z tym, jak widzimy świat. 

Z efektem potwierdzania wiąże się wiele innych.

Na przykład efekt wiarygodności, który polega z kolei na tym, że oceniamy wiarygodność argumentów na podstawie tego, czy są zgodne z naszymi założeniami. W ten sposób na przykład możemy darzyć większym zaufaniem te media, które ćwierkają takie melodie, jakie są miłe dla naszego ucha. I zamiatamy sobie pod dywan to, że one również nie są obiektywne, że przedstawiają pewną wersję rzeczywistości. Ale akurat ta wersja nam pasuje. A zatem wybieramy sobie te źródełka, z których zaczerpniemy wiedzę, tak żeby poklepały nas po plecach i przyznały nam rację.

Fot. Amy S

Kto by się przejmował faktami?

Zresztą, z mediami łączy się jeszcze jeden ciekawy efekt – zjawisko wrogich mediów. Jeśli ktoś ma sprecyzowane i ekstremalne poglądy, będzie uważał, że media prezentujące neutralny punkt widzenia, tak naprawdę przedstawiają skrzywiony, bo jednostronny obraz sytuacji. Pokazanie poglądów drugiej strony może wywołać niepokój “O cholercia, być może nie mam racji myśląc tak, jak myślę”. Taka osoba już czuje lekkie tryknięcie żabiej stópki w podniebienie miękkie! Nie pozostaje nic innego jak zakwestionować obiektywność źródła informacji. Czy to kolegi, który używa logicznych argumentów, czy pana z telewizora.

Ciekawe jest, że gdy się z kimś spieramy, to ten sam fakt będziemy w stanie zinterpretować na całkiem odmienne sposoby. Tak, by potwierdzić swoje zdanie. Psychologowie nazwali ten rodzaj gimnastyki, w którym neutralnych faktów używamy żeby umocnić się w swoich negatywnych lub pozytywnych opiniach na jakiś temat – efektem polaryzacji. A gdy zwolennicy dwóch przeciwstawnych opinii interpretują te same fakty w stronniczy sposób, ich opinie mogą stać się jeszcze bardziej radykalne.

Każdy ma swoją logikę

Jest też efekt przekonania, który sprawia, że oceniamy poprawność argumentacji na podstawie tego, czy konkluzja z niej płynąca jest zgodna z naszymi opiniami. Nie przejmując się za bardzo logicznością tych argumentów. 

Efekt zaprzeczania z kolei, polega na tym, że skłonni jesteśmy krytycznie weryfikować informacje, które zaprzeczają naszym dotychczasowym opiniom i jednocześnie bezkrytycznie akceptować te, które je potwierdzają. Ot, taka nasza mała hipokryzja.

Jest jeszcze efekt ślepej plamki. I wybaczcie, ale muszę Wam coś opowiedzieć o ludzkich oczach! W różnych wyjaśnieniach ślepej plamki opowiada się, że to takie miejsce w siatkówce, gdzie po prostu nie ma czopków i pręcików. Ale dlaczego? Otóż czopki i pręciki, czyli komórki siatkówki oka są ustawione tak, że włókienka nerwowe, czyli “kabelki”, które utworzą nerw wzrokowy skierowane są do wnętrza oka. A ponieważ łączą się one z mózgiem, to muszą z tego oka którędyś wyjść. I ślepa plamka to jest właśnie to miejsce. Tędy wychodzi ten kabelek! Dlatego miejsca te są niewrażliwe na światło i właśnie “ślepe”.

Nie mamy świadomości istnienia plamki ślepej, ponieważ mózg używa obrazu z drugiego oka do naklejenia łatki. 

Widzicie, nawet w tak prostej rzeczy mózg nasz “oszukuje”. I tak samo jak nie widzimy tej ślepej plamki, podobnie nie zauważamy błędów we własnej ocenie rzeczywistości. I podobnie jak ślepa plamka tam jest, choć jej nie widzimy, nasze błędy w postrzeganiu rzeczywistości też tam są. Tylko łatwiej zrobić test na ślepą plamkę (znajdziecie go na końcu artykułu), bo to każdy może zobaczyć, a błędy w swoim rozumowaniu nie tak łatwo dostrzec. Choć naukowcy dwoją się i troją wymyślając kolejne eksperymenty, które wyciągają to na światło dzienne. 

No i nawet gdyby istniały takie proste testy, jak ten na ślepą plamkę, raczej niewielu chciałoby je robić… 

Ktoś znów nie miał racji w Internecie… Fot. Masakazu Kobayashi

P.S. A jeśli macie chęć przynajmniej zrobić sobie test na ślepą plamkę, to oto on!

Test na istnienie plamki ślepej:

  1. Zasłoń lewe oko.
  2. Popatrz na krzyżyk.
  3. Zbliż się tak, żeby byś mniej więcej 25 cm od ekranu.
  4. Powoli przysuwaj obraz do twarzy aż…
  5. Myk! Czarne kółko znika! (Mniej więcej 15 cm od ekranu).
  6. Na drugie oko też można 😉

Dobrego dnia!

Trackbacks & Pings

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *