Zakochanie i rozczarowanie

Fot. Free-Photos/Pixabay

“Czuję, że po nim nie będzie już niczego. Byłam na 100% pewna, że to ten jedyny, że jesteśmy sobie przeznaczeni”. Jest XXI wiek i niby już wiadomo, że nie ma czegoś takiego jak druga połowa, znakomicie dopasowana właśnie do nas. A jednak, gdy porozmawia się ze złamanymi sercami, to okazuje się, że jednak nie wiadomo.

S. jest świeżo po rozstaniu. Mądra kobieta, której “głowa” wie, że potrafi sama się utrzymać, zarobić tyle, że każdy bank marzy by zapragnęła wziąć w nim kredyt, życiowo zaradna tak, że pewnie co trzeci dorosły chciałby żeby została jego mamą. Koleżanki powiedziałyby, że “nie brakuje jej niczego”, a faceci określiliby to słowami, których tu nie przytoczę. I jak to nierzadko bywa, z tą samą głową pełną historyjek, w które powinno się przestawać wierzyć mniej więcej wtedy, co w Mikołaja. Powinno, ale w to akurat większość z nas wierzyć nie przestaje. Nie wiem czy to wynik przedawkowania komedii romantycznych, lektur typu “Cierpienia młodego Wertera” czy “Romełów i Juliów”, czy czegoś całkiem innego, narkotyków, które wytwarza sobie samodzielnie nasz mózg?

Szok

Rozstania bolą i przypominają odwyk, zwłaszcza jeśli przytrafiają nam się w tej motylkowej fazie związku, w której mózg kąpie się w dopaminie. A ból ów jest całkowicie namacalny i fizyczny. To nie tak, że nam przykro. On wiąże żołądek w supeł, ściska jelita, przełyk staje się jak patyk. Masz potrzebę chodzić do domu i wyć, jęczeć, łkać jak dziecko. To rozpaczliwy stan, w którym rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będzie inaczej. Że to minie. Zaprzeczamy, nie możemy uwierzyć w to, że to się stało. Próbujemy się targować. Może jakbym ciszej chodziła na tych paluszkach, albo jeśli mu obiecam… Może stając na rzęsach powinnam była jeszcze klasnąć uszami? “Głowa” zamienia się jeszcze w złośliwca, który dręczy nas poszturchując brzegi rany patykiem. Mówi, że to przez nas, jacy to byliśmy w tym związku źli, jak to mogliśmy się inaczej zachować, coś innego powiedzieć. Może należało darować sobie mówienie o swoich potrzebach, może za mocno głaskaliśmy? No i może wtedy, gdy my się zmienimy, to on czy ona wróci? Może to jeszcze wszystko się ułoży? Może trzeba mu czy jej jakoś pomóc? A co jeśli sobie coś zrobi? 

Nigdy i zawsze

Potem przychodzi marazm i poczucie beznadziei. Już zawsze tak będzie. Już nigdy nikogo nie spotkam, nigdy nikomu nie zaufam. Trudno wyjść z tego etapu, gdy głowę ma się pełną Werterów. S. zapytała jak ona ma kiedykolwiek komukolwiek zaufać, jeśli jemu zaufała w 100% i nie miała najmniejszych wątpliwości, że on ją kocha i skoro płakał ze wzruszenia w jej ramionach, że ją znalazł, to miała całkowitą pewność, że nigdy mu się nie odmieni? Widzisz ile tu zawszów, nigdów, komukolwieków i całkowitych pewnościów? Pewnie większości z tych, którzy mieli złamane serce łatwo wyobrazić sobie i zrozumieć ten stan. Nawet empatycznie się w niego wczuć. Ale jeśli odłoży się na chwilkę piękne wyobrażenia o miłości, można zauważyć, jak bardzo są destruktywne.

  • Bo czy można komukolwiek zaufać w 100%? 
  • Czy to, że ktoś dziś jest czegoś pewny, oznacza, że będzie tego tak samo pewny za 5 lat?
  • Czy jakikolwiek stan w życiu trwa zawsze?
  • Czy po świecie chodzi tylko jedna osoba, która jest nam przeznaczona?

Gdy patrzymy na świat z zewnątrz doskonale widzimy, że nie. Można komuś bardzo ufać, zwłaszcza jeśli znamy go długo i mamy zebranych wiele próbek jego zachowań. Choć wiemy również, że ufając za bardzo można się sparzyć. I nie chodzi mi o to żeby budować paranoiczną wizję świata. Realia są takie, że ludzie zawodzą. Jedni częściej, inni rzadziej. Ale nie ma osoby, która “nigdy nikogo” by nie zawiodła. I jeśli wierzymy w to, że tak jest, że kogoś takiego spotkamy, to narażamy się na rozczarowanie i nie dajemy temu komuś przyzwolenia na bycie po prostu człowiekiem. 

To bycie “po prostu człowiekiem” wiąże się też z tym, że każdy z nas się zmienia. Czasem ta zmiana może przyjść szybciej, czasem dopiero po latach. Jedne z tych zmian są małe i nie powodują fikołków życiowych, inne owszem. Niektóre będą tym trzepotaniem skrzydeł motyla, które wywoła huragan. I nie chodzi mi o to by teraz budować w kimkolwiek przekonanie, że w takim razie, skoro ludzie są całkiem nieprzewidywalni, to w ogóle nie ma co wchodzić z nimi w relacje. Znowu chodzi o to, że licząc, że ktoś się nie zmieni, lub mu się nie odmieni – narażamy samych siebie na rozczarowanie. 

Fot. Юрий Урбан/Pixabay

Mity i kity

Nie ma czegoś takiego jak “druga połowa”. Mówienie o czymś takim podkreśla nadmierną zależność i wybrakowanie. Nie ma “tego jedynego”. Gdy rozejrzymy się wokół zobaczymy jak ludzie łączą się w pary i rozstają. Nawet ci, którzy wyglądają przez całe lata na takich szczęśliwych, cudownie dopasowanych, mogą się rozstać. Nie muszą rzecz jasna. I tajemnica ich sukcesu może mieć różne oblicza. U jednych to może być ta piękna relacja, w której obydwoje patrzą na siebie realistycznie i z miłością. Wiedzą, że kłótnia i złość nie zniszczy ich związku. Wiedzą, że to normalne i zdrowe się kłócić, bo tam, gdzie są różne osoby, różne potrzeby i zdrowe granice, będą się pojawiały konflikty. Inni będą utrzymywać związek dzięki czyjemuś poświęceniu, ustępowaniu, dopasowywaniu się. Jeszcze inni będą mieli swoje drobne lub wielkie tajemnice. Niektórych będzie łączyła silna nienawiść i nie będą umieli sobie wyobrazić życia bez siebie i bez tych emocji, mimo że są takie trudne. 

Możemy nauczyć się żyć z wieloma osobami w ciągu swojego życia. I każda z nich może być dla nas najważniejsza przez jakiś czas. Jest wiele alternatywnych rzeczywistości, w których moglibyśmy się odnaleźć. To jak z zawodem. Możemy być przez całe życie prawnikiem, ale to nie oznacza, że nie moglibyśmy być przedsiębiorcą czy księgowym. Po prostu taką drogę wybraliśmy. I to, że skończyliśmy prawo i przez 10 lat pracowaliśmy w tym zawodzie nie oznacza, że nie możemy się przebranżowić i mieć radości ze sprzedawania biżuterii albo programowania. Czy komukolwiek z nas jest przeznaczony jego zawód? I innego nie moglibyśmy wykonywać albo nie bylibyśmy w stanie odnaleźć szczęścia, gdyby nie ta praca? 

Co ma prawo do związków?

Celowo wybrałam prawnika, bo nie zostaje się nim łatwo. Nie wystarczy skończyć szybkiego kursu, który da nam uprawnienia do wykonywania zawodu. Trzeba się dużo napracować. I podobnie jest ze związkiem. Można wybrać jedną z dróg. Jedną osobę spośród tych, z którymi chcemy budować relację. I starać się obustronnie, docierać się, spiłować kilka rożków, które powodują, że trudno się do siebie zbliżyć, połączyć. Ze świadomością, że nie ma kogoś takiego, kto pasowałby do nas idealnie bez tego docierania się. A jeśli kogoś takiego spotykamy to oznacza najczęściej, że albo on próbuje nam się takim pokazać, albo to my bardzo chcemy go takim widzieć.

Fot. StockSnap/Pixabay

W moich oczach jesteś takim pięknym człowiekiem

Początki związków są piękne. Każda z osób stara się być taka wyrozumiała i cudowna. Wspaniale jest być taką osobą. W dodatku to, że on czy ona patrzą na nas takim rozmaślonym wzrokiem, tak ufnie, z taką czcią jakbyśmy byli najwspanialszą istotą chodzącą po ziemi, to powoduje, że sami jesteśmy sobą oczarowani. I jeszcze bardziej staramy się być super. Ale zbyt długo nie da się być takim uwznioślonym bez poniesienia kosztów. To wyczerpujące, zwłaszcza jeśli troszkę nadto gramy kogoś, kim nie jesteśmy. Dodatkowo – chcemy żeby ten wspaniały człowiek, którego mamy przed sobą naprawdę był tak znakomity. Często ani trochę nie chcemy zauważać jego wad, nawet jeśli wprost o nich mówi. Oj, no to przecież my widzimy, że ten jego mrok, to jednak ma takie różowsze zabarwienie! No albo że dla mnie to on się zmieni! A na mnie to ona zawsze będzie patrzyła takimi sarnimi i zapatrzonymi oczami. I im bardziej wierzymy w to, że zawsze tak będzie i że ta osoba w fazie autopromocji to jest z nami taka szczera i taka dla nas najdoskonalsza, tym mocniej obijemy sobie dupę, gdy spadniemy z wysokiego konia swoich wyobrażeń.

Widzimy to z łatwością, gdy dotyczy kogoś innego, a sami umiemy wpadać po uszy i bez opamiętania w coś co wydaje nam się “wyjątkową sytuacją”. Pragniemy przeżywać właśnie taką miłość jak Romeo i Julia, jak Edward i Bella, Piękna i Bestia. Chcemy tych silnych emocji, pięknych uniesień, westchnień, łez wzruszenia i wielkich obietnic. Chcemy żeby nas rąbnęło! No i rąbie. Łopatą po łbie.

Wyrosnąć z bajek

Nie każdy się w taki sposób zakochuje, na szczęście, ale niestety zakochuje się tak wielu. Być może dlatego, że czasem ważniejsze jest samo bycie w tym stanie uniesienia, a może z innych powodów, zakochujemy się w wyobrażeniu o kimś, a nie w realnej osobie. I im bardziej to wyobrażenie odbiega od realiów, tym większe rozczarowanie. Nie wierzymy jak ten wspaniały człowiek mógł nas porzucić, odejść do innej, powiedzieć nam takie słowa na koniec albo zachować się tak okropnie. Przecież tak dobrze go znaliśmy! Tylko czy naprawdę? Jeśli ta osoba wydaje się zbyt piękna, by była prawdziwa, to raczej nie jest prawdziwa. Jeśli po tygodniu czy miesiącu mówi, że jesteśmy najwspanialszym człowiekiem, jakiego spotkała i chce spędzić z nami resztę życia, to świadczy raczej o tym, że dużo sobie o nas nafantazjowała niż, że mamy taką synchronizację dusz, że od razu się na nas poznała. Wierzenia o znakomicie do nas dopasowanym człowieku, drugiej połowie i tym jedynym, w bajki o stuprocentowym zaufaniu i całkowitej szczerości, sprawiają, że trudniej nam się otrząsnąć, a już na pewno trudniej stworzyć dobrą relację. Gdy wyjdziemy z jednej takiej relacji i ją opłaczemy, to oślepieni swoją wizją szukamy dalej, wciąż mając w głowie, że ten ktoś tam gdzieś na nas czeka, tylko jeszcze go nie spotkaliśmy. I po kolejnym wzlocie będzie kolejne bach. Brak realizmu będzie przynosił cierpienie. W dodatku będziemy bardziej podatni na manipulację i toksyczne związki, w których “drapieżnik” sprawdza jaki powinien być, byśmy w miłości do niego przepadli zanim zacznie sięgać po swoje.  

Tak, straszna szkoda, że takie historie zdarzają się tylko w bajkach, książkach i filmach, które kończą się w którymś z tych romantycznych momentów, po których w życiu przychodzą nie zawsze tak fiołkowe zakończenia.

A Ty?Wierzysz w te bajki? Jesteś jednym z tych bohaterów czy bohaterek z obitym tyłkiem? A może Twoja historia jest zupełnie inna?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *