Kleszcz emocjonalny

Są takie historie, na podstawie których ktoś nakręciłby film lub napisał książkę, a ja bym akurat nie wiedziała, że to na tzw. “faktach autentycznych”, to bym uznała, że przedawkował chyba syrop na kaszel, popił go colą i zażył zbyt dużą porcję czopków z kofeiną.

Pixabay.com / Sammy Williams

Na ten przykład serial Narcos. Gdybym nie wiedziała, że to prawdziwa historia (no, może z przypudrowanym tu i ówdzie noskiem, ale jednak!), to miałabym wręcz poczucie żenady, że ktoś wypocił tak przeginkowy scenariusz. No uznałabym zwyczajnie, że to jest zbyt nieprawdopodobne, że materiał co najwyżej na bajkę z morałem i ku przestrodze byście “drogie dziatki” nie zapuszczały się same do lasu.

I do takich właśnie scenariuszy należy historia pewnej miłości. 

Poznali się przez Tindera i już podczas pierwszego spotkania doświadczyli wewnętrznej eksplozji bomby motylkowej. Jaki wspaniały człowiek! Jak to możliwe, że mając już prawie 40 wiosen na karku wciąż nie poukładał sobie życia? Musi czekał właśnie na nią! Od razu zobaczyli w swoich duszach ten znajomy mrok, w którym obydwoje byli skąpani od lat. Choć jego mrok był gęstszy i czarniejszy, o konsystencji gorzkiej czekolady, tak ją słodko mamiącej. Mówił jak ważna jest dla niego szczerość i już podczas kilku pierwszych spotkań wyspowiadał jej wszystko. O tym, że kilka razy próbował sobie odebrać życie i ledwie go odratowali. O długich miesiącach w szpitalu psychiatrycznym. O boleśnie nieudanych związkach, bo bez pudła trafiał na ZŁE kobiety. To zapewne dlatego, że odrzucała go jego narcystyczna matka. Nienawidził jej. Opowiadał też o tym, co kochał. Pragnął mieć kota. Od zawsze. Ale za dużo niestabilnych rzeczy działo się w jego życiu. No i przecież z kim zostałby kot, gdyby on jednak nie wytrzymał i odebrałby sobie życie? Cieszył się, że ona ma kota. 

Bohaterka tej opowieści słuchała tych wyznań oczarowana. Też miała złe doświadczenia z facetami. Każdy z nich okazywał się kłamcą i manipulatorem. Tak kreowali rzeczywistość, żeby ona traciła poczucie, że jej mózg działa prawidłowo. Więc jemu natychmiast zaufała. Jeszcze nigdy nie spotkała kogoś, kto tak otwarcie mówiłby o swoich problemach. Patrzyli sobie w oczy i czuli potężne porozumienie dusz. Takie rzeczy zdarzają się raz na milion lat! Czyli ostatnio chyba jakiemuś homo habilis. Spotykali się, snuli długie rozmowy, głównie o mrokach, cierpieniu, czasem siedzieli tak blisko, że nikt nie zgadłby gdzie kończy się, a gdzie zaczyna drugi człowiek. I płakali ze wzruszenia, że dane im było spotkać się w tym wszechświecie. 

Nie wiem jak Was, ale mnie już trochę mdli. I nie do końca dlatego, że ktoś pochrzanił coś z dawkowaniem cukru w tej historii, ale obserwując taką historyjkę z zewnątrz już wiem, że coś pierdolnie. Żołądek reaguje skrętem jako pierwszy. To jest ten moment w filmie, gdy główny bohater lezie do piwnicy i Ty ze swojej kanapy chcesz mu krzyczeć: Dżejms, nieeeeee! Dżesika! Ale wiesz, że jednak polezą

Pixabay.com / Prettysleepy

Nasza Dżesika oczywiście polazła. Jej Mroczny Rycerz szybko z nią zamieszkał, a niebo wypuściło anielskie girlandy zajebistości, które wypełniły ich mieszkanie. Budził ją zapach kawy zapraszający na znakomite śniadanie. Patrzył jak je i wzdychał. Pracował jako ochroniarz, głównie na nocki, więc akurat wracał zanim poranek zajrzał w jej okna. W ciągu dnia odsypiał głównie, a że był generalnie zmęczonym i ledwie tlącym się człowiekiem, wystarczało mu tylko sił na kilka partyjek w gierę po sieci. 

Dżesika szybko zauważyła, że on tak bardzo się stara, choć jest z nim znacznie gorzej niż myślała. Widziała jak uśmiecha się “dla niej”. Życie tliło się w nim maleńkim, lichym płomyczkiem. A że sama nie raz doświadczała cierpienia i ciemności, to czuła każdą komórką swego ciała, jak bardzo pragnie mu pomóc. Ulżyć. Byłaby gotowa nosić go na rękach, by tylko się nie pokruszył. On wciąż się tak bardzo starał. Proponował, że coś za nią zrobi, zaniesie jej te ciężkie koła do samochodu, żeby ona nie dźwigała. Będzie się dorzucał połowę do czynszu, nieważne że ledwie wiąże koniec z końcem. Ale łzy pojawiały się w jej oczach, gdy widziała jak chodzi zgarbiony i pełen fizycznego bólu. W efekcie wszystko robiła sama i coraz bardziej zaczynała chodzić na paluszkach. Budziła się bardzo wcześnie rano żeby dokładnie odkurzyć sofę z kocich kłaków. Bo – o zgrozo! – okazało się, że na koty to on ma alergię! Gdy Mruczek łasił się do niej czule, jak to Mruczki mają w zwyczaju, truchlała wewnętrznie, że pewnie będzie go musiała oddać… Na razie nie chciała o tym myśleć. Jakoś to się przecież poukłada… 

Nadeszła jesień, pora gdy ciemność spowijająca Mrocznych Rycerzy i Mroczne Księżniczki gęstnieje jeszcze bardziej i zasnuwa się mgłą. Pod jednym względem upodobniła się do swojego kota – już nikt nie usłyszałby jej kroków. Przestała się spotykać ze znajomymi i zaczęła czuć intruzem we własnym domu. Czuła się okrutnie z tym, że nie potrafi zrezygnować z sierściucha, przez którego on tak cierpi. Mroczny Rycerz nieustannie podkreślał swoją nieważność i że rozumie. Zawsze był nieważny. I żeby się nie przejmowała. On to zniesie. “Albo nie” – dodał pewnego razu i wszystko w niej zamarło. Te słowa były jak długie igły, które czyniły z jej serca laleczkę voodoo. Przecież ona za wszelką cenę pragnęła mu pomóc! Być dla niego doskonała, wyleczyć go! TYLKO on był ważny! Najważniejszy! Tak bardzo chciała mu to udowodnić. Najgorsze było to, że niezależnie co powiedziała, to on odbierał to tak, jak chciał. Żeby było zgodne z jego wyobrażeniem o złym świecie. Jego wizją jej. A ta Dżesika z krwi i kości z uporem maniaka nie chciała być tą Dżesiką z jego głowy. I to zdecydowanie był problem. Zaczęło się wielkie wmawianie innej rzeczywistości. Wskutek czego oczywiście Dżesika zaczęła poważnie powątpiewać w swoje zdrowie psychiczne, ale Najświętsza Panienko uchowaj żeby pomyślała, że to może z Mrocznym Rycerzem jest coś nie tak. No przecież to jest taki cudowny, cierpiący człowiek. I brzydzący się kłamstwem! Musiała zrobić coś źle. Dużo czasu zajęło jej doszukiwanie się winy w sobie. W całej sytuacji nie pomagało, że on znajdował się jakoby na równi pochyłej i staczał się w dół. W pewnym momencie zaczęła jednak łapać większy kontakt z rzeczywistością i martwić się, że może on cierpi na schizofrenię. Kupowała mu leki, załatwiała wizyty u lekarza, pilnowała dokumentów. I cieszyła się, że on w ogóle ma siłę żeby na przykład do tego lekarza pójść. Nade wszystko bała się, że on odbierze sobie życie. I że to będzie jej wina

Pixabay.com / Prettysleepy

Nadeszły dni pełne złowrogiego milczenia. Czasem przerywał je by pomstować na świat, a ona wtedy czuła się jak wiadro, w które on wylewa swoje pomyje. A wyciekało z niego coraz więcej złości i nienawiści. I tym razem ona była już częścią tego złego świata. Była “przeciwko niemu”. Przynajmniej według niego. Usłyszała, że szantażuje go miłością. Że on wie, że to się rozpieprzy i nie rozumie dlaczego ona to podtrzymuje. Że tylko przez nią musi żyć. Gdy nie wytrzymała i po kilku dniach agresywnego milczenia z jego strony powiedziała, że muszą porozmawiać, dostał to, co chciał. Wybuchł. Wykrzyczał jej swoją wersję rzeczywistości, z której dowiedziała się o sobie wielu rzeczy, których tu nie powtórzę. Siedziała zalewając się łzami, gdy on zbierał swoje rzeczy po domu. Wbijała sobie paznokcie w ręce. Do krwi. Nie rozumiała co się dzieje. Co on mówi. O kim mówi. A gdy wyszedł poczuła jakby pękło jej serce

Nie do końca pamięta kolejne dni. Nie wie, co utrzymało ją przy życiu. Poczucie, że wszystko się już skończyło przeplatało się tylko z panicznym strachem, że on odbierze sobie życie i to będzie jej wina. Nie widziała, że sama jest tego bliska. Że to on zostawił ją w domu w takim stanie, że słusznie należało się martwić, co ona zrobi. Ale nie zadzwonił, nie napisał. Zniknął. 

Jeszcze przez wiele dni siedziała jak we mgle i sprawdzała na jednej z aplikacji, kiedy był ostatnio online. Wszystko wskazywało na to, że żyje. Chociaż tyle…

…..

Jej mieszkanie i życie zdawało się bez niego straszliwie puste i bez sensu, zaczęła nawet szukać nowego lokum, bo w tym każdy zakątek przypominał jej o nim. Nie znajdowała odpowiedzi na to największe ze wszystkich pytanie: “Co tu się odjebało?”. Przecież nie tak dawno jeszcze płakali sobie w ramionach ze wzruszenia, że wszechświat i dryf kontynentalny się tak poukładały. Przypominała sobie różne momenty zapalne, niektóre jego teksty i zachowania, które nie należały do fiołkowych i nie pasowały do tej pięknej persony, którą jej prezentował. Przyjaciele, z którymi teraz układała sobie wszystko w głowie, zwracali jej uwagę na to, że dwie sfery życia jej Mrocznego Rycerza – deklaratywna i behawioralna należały do dwóch różnych galaktyk. Czy jak kto woli, sfera krasomówcza nie zgodziła się z realnymi zachowaniami. Że typ wprawdzie w gębie był umny, ale to jeno jego przymiotem mocnem było. Jednak w jej głowie wciąż był ten ukochany z początku znajomości. Ta szczególna, jedyna na świecie osoba. Taki cierpiący, nieszczęśliwy. Dlaczego nie potrafił przyjąć jej miłości?

I grzebała patykiem w ranie, jak to zranieni i porzuceni mają w zwyczaju, aż… dogrzebała się do jego poprzedniej byłej. I tu historia romantycznej tyle co tragicznej miłości się kończy i zaczyna się materiał na thriller lub komedię, w zależności od tego, kto co by sobie życzył z tej historii wyjąć. 

Bo historię Mrocznego Rycerza i jego byłej możecie poznać robiąc ctrl c i ctrl v. (kopiuj – wklej, dla tych, co nie ogarniają skrótów klawiaturowych). Identyczne z pomijalnymi różnicami były także wyznania, które mówił im obu. Z tamtą też płakali sobie w ramionach ze wzruszenia. Jedyna różnica jest taka, że ona była z nim znacznie dłużej. Była lepszym “żywicielem” dla tego emocjonalnego kleszcza niż Dżesika. 

No i nie miała kota

Przez kilka lat wysłuchiwała, długich opowieści o jego nieszczęściu i losie, który jest suką. Cały czas obwiniając siebie i ganiąc się za jakiekolwiek złe myśli o nim, bo przecież on jest chory. I nie wolno o nim źle myśleć! Oczywiście w jego opowieściach dawna była jawiła się zębatą potworzycą, która w nocy podpijała mu krew i sikała do mleka, czy coś w ten deseń. W każdym razie potraktowała go straszliwie

Pixabay.com / Prettysleepy

Obie, do momentu, w którym nie poznały swoich historii, miały poczucie, że to była wyjątkowa miłość. Szczególny człowiek, z którym unosisz się ponad chodnikiem w ciepłym deszczu z lukru. No tylko tę straszliwą cenę trzeba było płacić. Takie jego “dwa oblicza”. 

Tylko jak się głębiej zastanowić – czy było w ogóle jakieś prawdziwe wspaniałe oblicze? Gość trafił na nie bez pudła. Obie ufne, szczere, czekające na miłość. Zebrał informacje i wybrał repertuar. A może nie wybrał, bo zawsze ma ten sam? 

  1. Powiedz jej: “Jesteś wyjątkowa”.
  2. Wyznaj coś mówiąc, że jest pierwszą osobą, której się do tego przyznałeś.
  3. Powiedz, że nie możesz się doczekać kolejnego spotkania, że teraz masz na co czekać.
  4. Powiedz, że szczerość jest dla ciebie absolutnie fundamentalna!
  5. Powiedz, że cierpisz i wiesz, że jesteś beznadziejnym typem i jeszcze dodaj żeby trzymała się od ciebie z daleka.

Wojla! Jak to mówią Francuzi. Te kilka prostych kroków pozwala na szach i mat. Dziewczyna (albo chłopak! Ta strategia nie ma płci) jest przekonana, że spotkała cudownego gościa, który ją tak wyróżnił, wyznaje takie same wartości i jeszcze potrzebuje POMOCY! Przecież on jest cudowny! Wspaniały! JA MU POMOGĘ TO ZROZUMIEĆ! Ze mną będzie miał lepiej niż z każdą inną! A że gość powiedział w sumie prawdę, że powinna się trzymać od niego z daleka i że on to zły facet jest, to już umywa ręce od odpowiedzialności, bo na swoje ryzyko lazła w jego paszczę. Mroczny Książę wciela się zatem w tę cudowną postać i być może nawet sam się czuje uwznioślony, że jest taki wspaniały. Czuje się lepszym człowiekiem. 

Zachowuje się jakby przeczytał instrukcję obsługi do tego konkretnego modelu kobiety. Jak to możliwe, że jest taki doskonały? 

Teraz werble i wielka prawda tego wszechświata: 

.

.

.

.

niemożliwe! 

On po prostu taki nie jest! Gra takiego. Wypowiada całe wiązanki pięknych słówek, to, co wydaje mu się, że powinno się mówić a już na pewno to, co ona chciałaby usłyszeć. 

A potem się tym nudzi.

Albo męczy. 

Coraz częściej pazłotko na jego twarzy pęka i się kruszy. Coraz mniej mu wygodnie w tej zbroi rycerza. Uwiera go w zadek, pije pod pachami, obciera pachwiny. Uśmiecha się jeszcze sztucznie, ale zęby już ma zaciśnięte. Spod zbroi zaczyna wypływać smoła. I rzuca się w ten taniec, w którym to jego żywicielka – ofiara zaczyna sądzić, że z jej głową jest coś nie tak. Albo wpędzać ją w wyrzuty sumienia, żeby mościła mu wygodniejsze gniazdko. 

Pixabay.com / Prettysleepy

Z Dżesiczką mu się nie udało. Nie spodziewał się, że sierściuch stanie mu na drodze. Miał tę alergię czy nie – niewątpliwie kot atencjusz odbierał mu część sceny i zaangażowania żywicielki. Kleszcz poczuł, że wpił się w nieodpowiednie miejsce. Bo coś go tu nieustannie irytuje i tryka, jakby wgryzł się pod pachą i przeszkadzały mu ruchy jej ręki. Tacy ludzie to okrutne pasożyty, które wysysają wszystko, co żywiciel ma w sobie, a gdy ten już się zużyje, już biorą zamach żeby dać susa na kolejne ciepłe i gościnne ciało. Nierzadko zostawiają swoich dawnych żywicieli z poczuciem, że to było coś najpiękniejszego, co im się w życiu mogło zdarzyć i że teraz będzie już tylko pustka i ciemność. I niestety niektórzy z dawnych żywicieli byliby gotowi iść do Częstochowy na kolanach sypiąc przed sobą groch, żeby tylko nowa żywicielka oddała im ich kleszcza

Z dzisiejszej bajki można wyciągnąć kilka nauczek:

  • Kleszcze roznoszą syf i nierzadko zostawiają choróbsko, z którym musisz chrzanić się latami.
  • Jeśli osoba, którą spotykasz jest słodka jak wata cukrowa, to prawdopodobnie nabawisz się od niej czegoś w rodzaju cukrzycy.
  • Jeśli facet/babka mówi Ci: powinnaś/powinieneś trzymać się ode mnie z daleka, to znaczy stawaj w blokach startowych i cała naprzód, albo tam, gdzie pieprz rośnie.
  • Jeśli poczujesz, że pojawiają się w Tobie matczyne czy ojcowskie uczucia i potrzeba opieki czy zadośćuczynienia nowemu kochankowi za jego stare krzywdy – lepiej przygarnij kota.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *