To nie o Ciebie chodzi, tylko o problemy innych

O ping-pongu złośliwczo-dosrywczym, osobach, które chłoną cudze frustracje, ludzkich pryzmatach, detonowaniu bomb, które podłożył ktoś inny i jadzie, którym nam się oberwało, choć nie był wymierzony w nas.

Czasami bardzo się przejmujemy tym, co mówią do nas i o nas ludzie, jak się wobec nas zachowują. No, nie każdy tak ma. Są tacy, którzy jako maleńkie pisklaki dostali mocne tarcze, od których odbija się każda taka strzała, albo wyhodowali sobie kacze piórka, po których spłynie każda kropla cudzego jadu.

Ale są i takie duszyczki, które nadstawiają nagie oba policzki i chłoną. I najwyraźniej policzki te mają z najprawdziwszej wełny, bo robi im się coraz ciężej na grzbiecie, no bo wiadomo co się z wełną dzieje, jak nasiąknie. Ci chłonący biorą do swoich plecaczków, w których niosą problemy, nie tylko swoje szpargały, ale też to, co inni chcieli wyrzucić. Niekiedy nawet noszą ze sobą wiaderko na cudze pomyje. No i straszliwie mocno ich rusza niesprawiedliwość tego świata.

Chcieliby wierzyć, że skoro oni mają dobre serduszka, to inni będą ich traktować z szacunkiem i będą im odpłacać truskawkami ze śmietanką i tęczą. No i trafia ich jak piorun z jasnego nieba, że świat jednak szczególnie sprawiedliwy i dobry być nie chce. Że bywa taki i taki. I gdy spotyka ich sytuacja, w której ktoś zachowuje się wobec nich parszywie, wbija im szpilę, patyk w oko, kopie pod nimi dołki albo cokolwiek by tu sobie można było niemiłego wyobrazić – biorą to do siebie. Czasem z ustami w podkówkę pytają: “Czym sobie na to zasłużyłem?”. Próbują zmieniać zachowanie innych, pokazywać im dlaczego tak nie wolno, używać argumentów, które rozbijają się o niewzruszone ściany ich osobowości jak Titanic o górę lodową. I o co tu chodzi? Dlaczego tak jest?

Ludzie pryzmaty

Ci inni ludzie zachowują się tak, a nie inaczej ze względu na swoje frustracje, niepewności, lęki, deficyty, swoje bagaże, które piją w ramiona. Czasem odburkną coś albo Cię opieprzą, bo rano wjechali furą w bramę, ptak narobił im na samochód 5 minut po tym jak wyjechali z myjni, do której stali godzinę w kolejne w świąteczny poranek. Czasem im bardziej się starasz, tym gorzej, bo w ten właśnie sposób obnażasz to, że zachowują się jak buce. I czują się gorsi, a wcale nie chcą. Nie chcą się nawet zachowywać jak buce, ale mają poczucie, że nie ważne jakby się w życiu ustawili, to dym z ogniska zawsze będzie leciał na nich i to na nich będą żerowały wszystkie komary w okolicy. I jeśli się tak czują, to nie ważne jak dobre rzeczy byś dla nich zrobił, to i tak mogą mieć przemożną potrzebę zwalczania Cię i ujmowania Tobie. Bo walczą o swoje ego. Zresztą, najczęściej wcale nie jest tak, że Cię nie lubią albo chcą dla Ciebie źle. Koncentrują się po prostu na swoich demonach.

Może być i całkiem inaczej. Ktoś może chodzić nabzdyczony, że to Ty nie traktujesz go wystarczająco znakomicie, bo on się przecież dla Ciebie tak poświęca. Nie prosiłeś, ale chu* tam, będzie się poświęcał anyway, bo taką ma wbudowaną opcję, która nie musi mieć nic wspólnego z Twoim zachowaniem. I będzie Ci o tym przypominał i się burmuszył. Taka osoba może chcieć zrzucać na Ciebie odpowiedzialność za swoje uczucia. Chce żebyś to Ty niósł jej plecak. Mama kolegi obarcza go odpowiedzialnością za to, że “musiała” zostać z jego ojcem, “dla niego”. Nie ważne, że to była jej decyzja, że on jej o to nie prosił i nie miał na to żadnego wpływu. Nie miałby nawet gdyby dawno, dawno temu powiedział jej: “Mamo, no weź! Pomyśl też o sobie, co? Poradzimy sobie bez starego”. To, że mama została z ojcem i że go urodziła nie jest jego winą. Podjęła ją z powodu swoich przekonań, lęków i powinności.

W każdym z nas, gdy doświadczamy jakiejś sytuacji, uruchamiają się wspomnienia, obawy, wyuczone schematy rozumowania, postrzegania. Pracowaliśmy na to całe życie i różne rzeczy, które się nam przytrafiały ukształtowały dzisiejszych nas. Nasze reakcje i zachowania w odpowiedzi na te zdarzenia, są po prostu nasze, a nie obiektywne. Odwzorowują nasze wartości, sposób wychowania, osobowość. My mamy akurat taki zestaw. I przez ten pryzmat doświadczamy świata i wchodzimy w interakcje. Ktoś inny ma zupełnie inaczej. Wieje banałem, ale na co dzień niekoniecznie zachowujemy się tak, jakbyśmy o tym pamiętali. To, że przyjmujemy wszystko do siebie też jest elementem tej układanki. Ale jest też kulą u nogi.

Detonatory

Gdy coś nas w czyimś zachowaniu wobec nas mocno dotknie, można próbować to obracać i zauważać dlaczego ten człowiek tak postąpił albo czy na pewno miało to związek z nami. Co go ubodło, co ugryzło. Można spojrzeć na siebie jak na detonator jakiejś bomby, którą podłożył tam ktoś inny. Warto też patrzeć na własne reakcje pod tym kątem. Mnóstwo razy po głębszym zastanowieniu przekonywałam się, że czyjeś zachowanie wyzwoliło we mnie jakiś dawny lęk lub skojarzenie. Albo to ja sama zamykałam siebie w jakiejś pułapce własnych przekonań. I najeżałam się, choć moja reakcja wynikała z jakichś moich przeświadczeń, a nie z oczekiwań danej osoby i była niewspółmierna do zdarzenia.

I to jest w tym kluczowe. Bo niekoniecznie chodzi tu o to żeby teraz zwalać wszystko na innych i samemu nie brać odpowiedzialności za swoje czyny, uczucia i los. Czasem rzeczywiście nie doceniamy czyjegoś trudu albo sami zachowujemy się nieznośnie i warto mieć na to postawione chociaż jedno ucho. Ale wiele niezrozumiałych dla nas, nadmiarowych reakcji ma właśnie taką “pryzmatową” genezę. 

Nie po złości

Podobnie jest z kwestiami osobowościowymi. Mnie w zrozumieniu wielu różnic i dlaczego nie da się z niektórymi dogadać “na argumenty”, pomogły książki Thomasa Eriksona (Otoczeni przez idiotów, Mój szef jest idiotą). Pisałam o nich jakiś czas temu w tekście “Dlaczego poradniki nie działają? O kolorach osobowości”. Osoba, która zawsze kładzie kawę na ławę może się wściekać na taką, która wykonuje przeróżnego rodzaju cyrkowe sztuczki i salta żeby tylko kogoś nie urazić. I na przykład nigdy z nią nie wiadomo, czy naprawdę coś zrobi, czy tylko obiecuje, żeby nam nie robić przykrości. Albo w gorącej wodzie kąpany piekielnik, który myśli, mówi i działa szybko, a często mówi i działa zanim zdąży pomyśleć. W dodatku jego styl komunikacji jest opieprzająco-natychmiast-zapominający-o-całej-sprawie. No czerstwe bułki w gotowości do pochlastania się! Ale tym, co przede wszystkim pokazują te książki jest fakt, że ludzie tak mają. Mają takie osobowości, zachowują się w ten sposób. Niezależnie czy chcesz, czy nie. Jeśli powziąłbyś krucjatę by chodzić po świecie i nauczać jednego stylu komunikacji i zachowań racjonalnych to wiedz, że misja twa będzie piękną lecz przegraną. I, co najważniejsze, każdy z tych typów osobowości ma swoje dobre strony i nie zachowuje się tak żeby Ci dowalić, żeby nadepnąć Ci na odcisk czy po złości nasikać na dywanik Twojego dobrze poukładanego życia. Oni tak robią z powodu tych swoich przeróżnych przekonań, wartości, schematów, sposobów wychowania, doświadczeń i obaw.

Erikson sugeruje żeby próbując się z kimś dogadać, brać pod uwagę to, jaki styl komunikacji zadziała na daną osobę. Żeby nie próbować zawracać kijem Wisły, bo szkoda nerwów i marnowania życia na misje z góry skazane na porażkę.

Ping-pongi i inne gierki

Z niektórymi ludźmi w ogóle nie warto wchodzić w dyskusję i ostatnią rzeczą jaką należy się przejmować, to wylewana na Ciebie ich osobista frustracja. Hejter będzie Cię hejtował, bo z jakiegoś powodu musi sobie podbudować morale i próbuje w ten sposób rozniecić choć jeden płomyczek swojego ledwie tlącego się poczucia własnej wartości. Niektórzy szefowie muszą być najmądrzejszym człowiekiem na sali, bo tatuś mówił im, że są głupi. I nic nie da jeśli będziesz próbował im pokazywać jak sobie dobrze radzisz i jakie robisz wyniki albo jak powiesz wprost – broń-cię-panie-boże – że Twój pomysł jest lepszy niż ich, bo to, co zaproponowali jest nielogiczne. Z takim szefem trzeba sposobem. Najlepiej żeby mógł stwierdzić, że to on wymyślił ten brilliant idea, podany mu przez Ciebie na tacy. Można nie chcieć mieć nic do czynienia z takim szefem i uciekać czym prędzej, ale batalia z nim o to, żeby przyznał Ci rację, może być mission impossible. Bo musiałbyś najpierw zrobić mu solidną terapię lub pogadać z jego tatą żeby czasem klepnął go po plecach i docenił. 

Ci, którzy złośliwią i dosrywają, też robią to po to, żeby podbudować swoje ego. Czują się tym fajniejsi im bardziej Ci dogadają. I nie rozumiesz czemu to robią, przecież jesteś miły. Jesteś, ale oni mają swoje chujozy. Można spuścić uszy po sobie i stać się “maskotką drużyny”, można wejść w tryb ping-ponga złośliwczo-dosrywczego albo pytać: “A co tu się podziało, że masz taką potrzebę dosryweczki?” albo: “O, widzę, że ulała się tu jakaś frustracja”. Zauważanie tego i wyciąganie na światło dzienne, nazywanie po imieniu czyichś zachowań maskowanych żarcikami, czasem pomaga i może sprawić, że ktoś uzna, że nie jesteśmy jednak najwdzięczniejszym obiektem do żartów. Po trzeba potem połknąć ten plasterek cytryny bez cukru i miodku. Choć bardziej prawdopodobne, że powie, że jesteśmy jacyś dziwni i nie znamy się na żartach. Dlatego może być lepiej odpuścić sobie taką relację, jeśli nie ma się ochoty na gierki. Z takimi osobami na pewno nie da się postępować według tych dobrych, uczciwych zasad, opartych na komunikacji bez przemocy i argumentach. No bo jak klasowe zbóje zareagują, gdy kolega, któremu dokuczają powie: “Ale koledzy! Sprawiliście mi tym ogromną przykrość! Nie powinniście tak postępować, bo to bardzo niemiłe!”. Zapewne uderzą się w pierś i przyniosą kwiaty, zgłaszając się do programu “Wybacz mi”, nieprawdaż? 

Ekrany i rzutniki

Czasem ma sens głębsze zastanowienie się dlaczego dana osoba reaguje jak zaatakowana żmija i zauważenie jej uczuć. Można olać hejterów, szefów czy randomowych złośliwców na ulicy. Ale przecież na wielu ludziach nam po prostu zależy, a z ich strony też czujemy te ukłucia. Wzbudzają w nas poczucie winy, wstyd, złość i wiele innych trudnych emocji. Zamykamy się i czujemy dotknięci, niesłusznie zaatakowani i niesprawiedliwie potraktowani. I to właśnie z nimi jest najtrudniej. Przy nich mamy miękki brzuszek. I to właśnie przy nich może być najważniejsze zauważenie tego mechanizmu, że jedna i druga strona ma swoje pryzmaty. Czasem bardzo ważne jest pobycie z tym bazyliszkiem z zaciętą miną, mimo że ulewa mu się jad, którym obrywamy, bo byliśmy na linii strzału. Ale jeśli wyciągnie się problem z siebie albo zauważy, że pełni się tylko rolę ekranu, na który ktoś rzutuje swój problem, to łatwiej nie przyjąć tego ciężaru. Zauważyć, że to nie o nas chodzi. I nie stać się tym wiaderkiem na pomyje.

No. To życzę Wam miłego dnia i owocnych obserwacji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *