Pokazujesz Facebookowi to, co ukrywasz nawet sam przed sobą

Fot. Esa Riutta

Facebook i Google zbierają informacje, których nie dowiesz się o ludziach nigdy, jeśli będziesz używać etycznych metod. To oni są dziś największymi badaczami ludzkiej psychiki.

Kilka dni temu wrzuciłam na swój wall na Facebooku link do swojego badania do pracy magisterskiej, dotyczącej związków osobowości z mediami społecznościowymi. Wśród wielu komentarzy pojawił się jeden, który zainspirował mnie do głębszych przemyśleń. Jedna z osób napisała: “Wypełnione, choć szkoda, że Google i Facebook znowu wiedzą o mnie coś więcej”.

W pierwszym odruchu miałam chęć zakląć. Wykorzystałam formularz Google i moją próbą badawczą tworzą osoby, które są aktywnymi użytkownikami Facebooka lub Instagrama, więc jak łatwiej do tych ludzi dotrzeć niż właśnie poprzez to medium? Mogłabym oczywiście wykorzystać inne narzędzie do stworzenia formularza. Mogłabym także zaczepiać ludzi na ulicy i prosić ich o wypełnienie moich kwestionariuszy. Choć pewnie w dobie koronawirusa moja próba badawcza pozyskana w ten sposób byłaby marnej wielkości. Jednak zanim zdążyłam poczuć się winna, że oto dostarczyłam tym gigantom kolejnych informacji o ludziach, dogoniła mnie rzeczywistość. I właśnie ta refleksja, którą chcę się z Wami dziś podzielić.

Dwa zdania na temat kwestionariuszy

Wszystko to, czego chciałabym się dowiedzieć za pomocą moich kwestionariuszy – Google i Facebook już od dawna o nas wiedzą. Jednak bardziej dotyka mnie to, że Google i Facebook wiedzą to, czego ja, chcąc używać etycznych metod, nie dowiem się o ludziach nigdy. A to dlatego, że jedyną metodą jaką dysponuję, są w tym przypadku kwestionariusze. A w nich ludzie sami mi o sobie opowiadają. Jeśli wypełniasz taki kwestionariusz to nie dość, że możesz naściemniać mi (mimo że badanie jest w pełni anonimowe i nie masz powodu, to okazuje się, że i tak nie potrafimy się przed tym powstrzymać), to jeszcze możesz okłamywać sam siebie.

Zdecydowałam się na tę niedoskonałą metodę, ponieważ nie mam innej. Nie mogę podpiąć się do Waszych komputerów i zebrać próbek Waszego realnego zachowania. Nie mam ani adekwatnej technologii, ani nie pozwoliłoby mi na to RODO. Wreszcie – Wy sami nie chcielibyście żebym miała o Was takie informacje, gdybym mogła je do Was przyporządkować.

Dawno już przekonałam się, że z kwestionariuszy wyłania się obraz nas takich, jakimi chcielibyśmy być, a nie jakimi rzeczywiście jesteśmy. Co więcej – jedna i ta sama osoba uzyska w nim inne rezultaty! W zależności od nastroju, poziomu zmęczenia, wcześniejszych wydarzeń dnia, a nawet tego, jaką rozmowę wiodła krótko przed wypełnieniem kwestionariusza. Jednego dnia, o jednej porze mogę mieć w sobie więcej entuzjazmu, pewności siebie i energii do życia. I wyjdę na bardziej ekstrawertywną, otwartą na doświadczenie, może nawet na mniej neurotyczną. Czyli mniej skłonną do negatywnej emocjonalności i bardziej stabilną emocjonalnie. Innego dnia, gdy coś wyprowadzi mnie z równowagi, zasmuci, gdy zobaczę plakat anty LGBT+ czy pokłócę się z chłopakiem, wyjdę na znacznie wrażliwszą, rozchwianą, depresyjną, znerwicowaną i introwertywną, czyli zamkniętą w swoim wnętrzu. Wypełniałam różne kwestionariusze wiele wiele razy i na własne oczy widziałam te “zmiany”.

Ostatnio też przypadkiem dokonałam ciekawej obserwacji w tej kwestii. Znajoma, która właśnie przeżywa miesiąc miodowy w swojej nowej miłości napisała mi, że nawet w teście 16 personalities wyszedł im ten sam typ osobowości! Zmarszczyłam czoło. Znając ją dobrze i mając już w głowie jakiś obraz jej kochanka, zupełnie bym nie powiedziała, że są aż tak podobni. Poprosiłam żeby mi wysłała opis tejże osobowości. I bardzo się uśmiałam, bo choć niektóre wymienione tam cechy rzeczywiście przejawia, to było też mnóstwo takich, które były jej całkowitym zaprzeczeniem. Jednak odniosłam wrażenie, że główną rolę w tej niezwykłej koincydencji grało to, że ona i jej ukochany są teraz w fazie imponowania sobie wzajemnie. Więc chcą prezentować takie cechy, które wydają im się bardziej atrakcyjne i są nawet obecnie święcie przekonani, że takie cechy mają! Widzą je w sobie i czują. Mogliby przecież teraz góry przenosić! 

Pokazujemy im to, o czym nie mówimy nawet sobie samym

Ale ale! Wracamy do Facebooka! Otóż – Facebook nie daje się nabrać na to co my sami o sobie myślimy. On obserwuje nas niemal “od środka”. Zbiera codzienne próbki naszych zachowań i tworzy sobie nasz model. “Widzi” nas zarówno jak mamy dzień konia, jak i dzień leniwca. A nawet jak mamy dzień węgorzyka ogrodowego, wiodącego życie w swojej jamce. I potrafi sobie “policzyć” jakich zachowań przejawiamy najwięcej. Tych prawdziwych, codziennych, a nie tylko tych, na które naprężymy mięśnie, gdy nam się chce. “Widzi” na czym na dłużej zatrzymujemy wzrok, jakie filmiki oglądamy, jakie treści lajkujemy, co i jak komentujemy.

No dobra, nie będę opowiadać rzeczy oczywistych. Te informacje o nas są mu potrzebne do prowadzenia wielkiego biznesu. Dlatego nie poprzestaje na deklaracjach ludzi i ich wyobrażeniu o sobie czy ludzkiej naturze. Bo deklaracje nierzadko są bardziej tęczowe. Więcej w nich romantyzmu, pięknych gestów i myślenia życzeniowego, więcej przekonania o logice, rozmyśle i rozsądku.

Fot. Krzysztof Kamil

Ci giganci stworzyli wyjątkowe w skali historii możliwości obserwacji naszych zachowań i eksperymentowania na nas. Dziś to właśnie Facebook i Google są największymi badaczami ludzkiej psychologii. Dowiedzą się znacznie więcej niż jakikolwiek niezależny naukowiec. Nawet jeśli ten zastosowałby wyrafinowane metody eksperymentalne i rzeczywiście miałby szansę przez chwilę poobserwować nas tak, jak robi to Google czy Facebook. A niestety – żadna uczelnia nie ma takich pieniędzy żeby zapewnić badaczom podobne możliwości. Nawet gdyby zebrał trochę tego typu danych, to i tak będzie mały wycinek tego, co bada Facebook na co dzień. W prawdziwym świecie jednak eksperymenty, które może zaprojektować taki naukowiec, dają znacznie słabsze możliwości.

Fot. Alberto Adán

A zatem – możecie nabrać siebie i mnie, gdy będziecie odpowiadali na pytania z moich kwestionariuszy. Ale nie nabierzemy na to Facebooka ani Google. Dziś to nie naukowcy z ośrodków akademickich są tymi badaczami ludzkiej psychiki, którzy mogliby najwięcej o niej powiedzieć. Wielu z nich mnóstwo by dało żeby dysponować takimi danymi o ludzkich zachowaniach. Jednak to nie im oddajemy wiedzę o naszych prawdziwych obliczach.

Nie im. 

P.S. Jeśli macie chęć dołożyć swoją cegiełkę do mojego badania do pracy magisterskiej – zapraszam Was serdecznie do udziału w nim. A jeśli tematyka Was zainteresowała to polecę Wam film “The Social dilemma” i książkę “Wszyscy kłamią”. O tym, co na podstawie ludzkich postaw, przekonań i problemów można wnioskować z zapytań wpisywanych do wyszukiwarki Google. Zachęcam Was do wyciągnięcia własnych wniosków. Zapraszam Was również do podzielenia się swoimi refleksjami pod tym artykułem. Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *