Choć dzieli nas czas

O Ceres, tęsknocie i poszukiwaniu utraconego sensu – opowiadanie science fiction.

9 may 2202; 18:07, ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Osiągnęliśmy dziś takie parametry powietrza, jak na ziemskich ośmiotysięcznikach. Jeśli ktoś byłby w stanie wspiąć się na nie bez tlenu, to mógłby też wybrać się na długi spacer tu, na zewnątrz. Oczywiście to nadal za mało dla zwykłego człowieka, a na dłuższą metę nawet dla tych najlepiej znoszących małe ilości tlenu. Ale i tak jest co świętować. Chyba nikt do końca nie wierzył, że to się naprawdę uda. Teraz to już będzie rosło wykładniczo. Jeszcze trochę i będziemy tu mieli zwyczajne powietrze! Chciałbym umieć opisać Ci jego zapach. Wszyscy skaczą do góry z radości, a określenie “Mała Ziemia” naprawdę zaczyna nabierać sensu.

9 may 2202; 20:07, ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Nazywają mnie tu cudotwórcą, wiesz? Tak, wiem, że już dekadę temu mówiłaś, że tak się stanie. Nie spodziewałem się, że moje głupie pomysły będą miały tak duże przełożenie na pole magnetyczne Ceres. Wierzyłaś we mnie bardziej niż ja sam. Sądziłem, że to, co robię, to tylko mała cegiełka. Że to ekipy od bioceli i GMO odwalają tu największą robotę. Zresztą, to prawda, bo to, że coś tu w ogóle rośnie, było możliwe tylko dzięki odżywianiu celularnemu. Nie spodziewałem się, że można żywe formy aż tak bardzo uniezależnić od warunków zewnętrznych. Ale efektywne pole magnetyczne przeniosło to wszystko na naprawdę inny poziom, teraz to widzę. Zmiany są skokowe i zaskakujące dla nas wszystkich. Długo na to czekaliśmy, choć przecież w skali tego projektu, to zaledwie okamgnienie. Moja mała cegiełka okazała się trzepotem skrzydeł motyla, który wywołał huragan. 

12 may 2202; 16:20, ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Chcą żebym wrócił na Tytana. Mówią, że zrobiłem tu już, co mogłem i że tam przydam się lepiej. Liczą na jakiś przełom. Moje serce zabiło mocniej, gdy to przeczytałem. Coś we mnie naiwnie wierzy, że powrót do tamtego świata, byłby też powrotem do Ciebie. Jakbym znowu mógł zobaczyć Cię w pomarańczowym świetle dnia, w mętnym powietrzu, przypominającym ziemski smog. Jak podajesz mi garść pokruszonego, metanowego lodu. Wciąż mam przed oczami ten obraz, jak przyglądasz się z fascynacją swoim maleńkim roślinnym arcydziełom. Jak mi o nich opowiadasz. 

Nie rozumiałem ani słowa z tego, co wtedy mówiłaś o niezależności od fotosyntezy, wytwarzaniu ciekłego środowiska dla przemian chemicznych we wnętrzu bulw i tych dziwnych, skórzastych kwiatach. Słuchałem o tym, jak Twoje rośliny czerpią energię z metanu i jakie znaczenie mają produkty przemiany ich materii. Udawałem, że cokolwiek pojmuję. A Ty o tym wiedziałaś. Uśmiechałaś się i szukałaś lepszych analogii, słów, które zrozumiałoby nawet dziecko. Byłem całkowicie onieśmielony Twoją wiedzą i osiągnięciami. Pytałaś mnie o fizykę, magnetyzm, o ruchy epejrogeniczne. I śmiałaś się, że jestem chyba jedynym fizykiem, który nie potrzebuje wielkiego łazika do przewożenia swojego ego. 

Prawda była taka, że czułem się przy Tobie mały. Uważałem, że muszę na Ciebie zasłużyć. I teraz naprawdę mogę powiedzieć, że zasłużyłem. W dużej mierze to dzięki mnie, mamy tu wreszcie prawdziwą atmosferę. Rzadką ale już stabilną. Dzięki moim pomysłom, które wstydziłem się ujawnić, bo tak bardzo zdawały się niedorzeczne i niezgodne ze sztuką. Ale Ty mnie w tym ośmieliłaś. Mówiłaś, że trzeba wychodzić poza schemat. W to, że Twoje rośliny utrzymają się przy życiu też nikt nie wierzył. Zajęło mi wiele lat by zrozumieć wiele rzeczy, które mi wtedy mówiłaś. Sądziłem, że mamy dużo czasu. Że poczekasz, aż ja osiągnę coś spektakularnego, choć chyba raczej na to, że dogadam się wreszcie z samym sobą. A teraz okazuje się, że to nie miało żadnego znaczenia. Nie o to chodziło. 

12 may 2202; 22:36, ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Nie obchodzi mnie Ceres, Mała Ziemia. Nie dbam o to, że ktoś będzie mógł sobie tu poukładać piękne życie. Jaki to ma dzisiaj sens?

13 may 2202; 6:10, ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Łudzę się, że w pomarańczowym świetle Tytana znowu zobaczę Twoją twarz. Twój uśmiech. Że zdołam cofnąć się do tego czasu, gdy mogłem dotknąć Twojej dłoni i powąchać Twoją szyję. Że będziesz na mnie czekać i znowu wyjdziemy razem w tę mroźną, pustynną przestrzeń. Pójdziemy nad jezioro. Pragnę wierzyć, że tam wciąż istnieje rzeczywistość, w której możemy być razem. Wystarczy tam polecieć. Wejść do tamtej szklarni. Jakby chodziło o przestrzeń. Nie o czas.

13 may 2202; 20:14, ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Byłabyś pod wrażeniem ile nauczyłem się o roślinach. O ich skomplikowanym metabolizmie i działaniu bioceli. O zastępczej fotosyntezie w warunkach tak skąpej dostawy światła, jaką mamy tu, na Ceres, albo jaka jest u Was, na Tytanie. Zanim Cię poznałem nie zastanawiałem się głębiej jak to się dzieje, że dzięki sterowaniu procesami wewnętrznymi roślin można na tak wielką skalę zmieniać temperaturę otoczenia czy skład atmosfery. Wciąż jest dla mnie niezwykłe, że one mogą ją nawet całkowicie wytworzyć, od zera. Albo jak to się dzieje, że pozyskuje się z nich wodę tam, gdzie w ogóle jej nie ma. Nie wnikałem w to. Nie miałem świadomości jaki to cud i że to wcale nie jest takie oczywiste. Słucham teraz o takich rzeczach od Dany i Dritana i sam czytam jak wściekły, przyłapując się na tym, że chcę zapamiętać jak najwięcej, by móc Ci o tym opowiedzieć. Choć przecież patrzyłabyś na mnie jak na dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Mimo to, czuję jakby ta wiedza mogła mnie do Ciebie zbliżyć. Jakbym mógł dzięki niej zachować w sobie część Ciebie. 

Porzuciłem swoje badania. Przestały mnie interesować.

14 may 2202; 22:01 ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Dostałem wieści z centrali. Naciskają. Chcą, żebym napisał projekt. To ponad moje siły. Szukam w głowie jakiegoś uzasadnienia dlaczego miałbym tu zostać. Ale nie mam pojęcia, co to miałoby być. Nie ma racjonalnych powodów. Co mam im napisać, że się boję? Podróż dobrze by mi zrobiła. Wyłączenie się na jakiś czas, całkowicie. Marzę o tym stanie od dawna. Tylko co potem? Boję się nawet spróbować to sobie wyobrazić. Mój umysł to wycina. Nie godzi się na taką rzeczywistość. Trzymam się kurczowo tej wizji, że na stacji przywita mnie Twój uśmiech. Nie umiem się pogodzić z tym, że to już się nie wydarzy. 

Pragnę tam wrócić i jednocześnie najbardziej na świecie tego nie chcę. Dritan mówi, że powinienem przestać do Ciebie pisać, że tylko wszystko sobie utrudniam. Ale to jedyne, co jeszcze trzyma mnie na powierzchni. Kolejne dni mają sens tylko z tego powodu. Nie ma znaczenia, że milczysz. To znaczy, nie aż takie… Dopóki czuję, że jesteś tam gdzieś, daleko we wszechświecie.

14 may 2202; 23:59 ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Wiem, że chciałabyś, żebym poszedł do przodu zamiast tkwić w tym, czego już nie ma. Śmiałaś się, że jestem chyba jedynym sentymentalnym fizykiem, jakiego widziały planety. Buntownikiem i romantykiem. A ja wstydziłem się tego oblicza, które potrafiłaś dostrzec. Wcale nie chciałem taki być. A teraz? Właśnie tego w sobie szukam. 

15 may 2202; 3:09 ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Próbuję stać się po części Tobą, wiesz? Zasypiam przy muzyce, która poruszała Twoją duszę. Czytam Twoje ulubione teksty i niemal codziennie wchodzę na bioRXchive, żeby poprzeglądać artykuły o mikroinżynierii i nowych doniesieniach z praktycznych zastosowań bioceli. Mam wrażenie, że przejąłem nawet ten Twój powściągliwy uśmiech. Zupełnie jakbym zrobił trochę miejsca dla Twojej duszy w swoim ciele. Rani mnie tylko, że w lustrze, mimo Twojego uśmiechu, wciąż widzę swoją udręczoną twarz. 

Rzadko w nie patrzę. To takie krótkie momenty, gdy rzeczywistość przenika do mojej świadomości. Jakby rozszczelnił mi się skafander, w którym chowam się, żeby przetrwać. Dopada mnie lęk, jakby ten przeciek prawdy miał mnie zabić. Śni mi się ostatnio, że zostałem sam na stacji i w całym wszechświecie nie ma już nikogo, kto mógłby mnie usłyszeć. Budzę się zlany potem i piszę do Ciebie, chowając się głębiej w swoim skafandrze. Łatając drobne rozszczelnienia, jakbym próbował naprawić rany swojej duszy.  

Tęsknię za Tobą, Jen. Czasem mam wrażenie, że jest Cię w moim ciele więcej niż mnie samego. Jakbym istniał już tylko po to, żebyś Ty nie zginęła. 

15 may 2202; 13:43 ET; 

mail from: Rahmen Kraheli <rahmen.kraheli@skymail.com>

mail to: Jen Krivan <jen.krivan@skymail.com>

Wzięli mnie pod włos. Napisali, że potrzebują właśnie mnie, bo żaden inny fizyk nie zna się tak dobrze na roślinach, żaden też nie jest tak znakomicie zaznajomiony z Twoimi odkryciami i pracami. Mam być zaangażowany bezpośrednio w Twój projekt. Wyobrażasz to sobie? Chce mi się śmiać i płakać zarazem. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej ekscytuje mnie ta wizja. Wróciłem do swoich rozmyślań. Głupich pomysłów szaleńca. Być może skazanych na porażkę. Ale stwierdziłem, że muszę lecieć. 

Wiesz co podoba mi się najbardziej? To, że właściwie pracowalibyśmy nad tym razem. Skoro zespół może dzielić przestrzeń, to czy nie może dzielić go czas?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *