Utracone możliwości

Znasz pojęcie „koszt alternatywny”? Z pewnością obiło ci się o uszy, bo jest jednym z podstawowych pojęć w ekonomii.  Inaczej nazywa się go również kosztem utraconych możliwości.

To potencjalne możliwości utracone wskutek wyboru jakiejś opcji, co zawsze wiąże się z niewybraniem innej. Każda nasza decyzja wiąże się z korzyściami płynącymi z podjętego wyboru, ale także z kosztami tego wyboru. Utraconymi możliwościami, utraconymi korzyściami.

Niedawno na jednym z forów dla kobiet na Fb przeczytałam post dziewczyny, która napisała o swojej „dwubiegunowości pragnień”. O tym jak frustruje ją to, że nie umie zdecydować się bez żalu na jedną opcję, pozostawiając za sobą drugą. Kiedyś chciała wyjechać i zamieszkać w innym mieście. Została. I ciągle ją to uwiera. Dziś to samo czuje, gdy zastanawia się nad tym czy mieć dziecko, czy go nie mieć. Zapytała: „Miewacie tak, że najchętniej byście się rozdwoiły by przeżywać te obydwie wersje?”.

Ja też tak miewam. I wciąż poznaję osoby, które czują się nie do końca na swoim miejscu, które widzą wszystkie te utracone możliwości, które czasem stają  w bezruchu, ze strachu, że podejmą złą decyzję i będą jej potem żałować. Albo że nie zdecydują się na coś i będą tego żałować jeszcze bardziej. To, co napisałam poniżej jest moją odpowiedzią na jej wiadomość. Dla niej, dla siebie samej i dla Ciebie, jeśli też tego doświadczasz.

Bardzo trudno jest się zaangażować w jedną opcję i odpuścić jej alternatywę. Ta druga opcja boli, bo jest stratą. Nie lubimy strat. A jeśli jeszcze masz pod ręką możliwość obserwowania przeróżnych ludzi, którzy poukładali sobie życie na tyle rozmaitych sposobów – absolutnie nie jest łatwo wejść w coś z pewnością. Bo widzisz te koszty alternatywne – ci, którzy zdecydowali się na dzieci mają fajnie, bo mają dzieci. Jakiś większy „sens”, radość z poznawania świata na nowo, absolutnie nowa przygoda. Nie chcesz żeby ci umknęła. Z drugiej strony – masz znajomych, którzy tych dzieci nie mają, albo właśnie idą na jakieś fajne studia czy się przebranżawiają. Rzucają korpo, otwierają kawiarenki, przeprowadzają się by żyć pod słońcem Toskanii! Co za urok! Co za możliwości! I Ciebie tam nie ma, Tobie to nie jest dane.

Kiedyś nie było tylu możliwości, ścieżki były jasno określone i chciałaś się odnaleźć w domu i rodzinie, bo takie miałaś wzorce. Dziś? Przy tulu możliwościach? Gubimy się okrutnie! To bardzo stresujące żyć w świecie, który daje tyle możliwości. Możesz wybrać je wszystkie, a ty wybierasz akurat to miasto, tych ludzi. Dlaczego? Może powinnaś inaczej?

A może, kurka, nie?

Nie rozdwoisz się by żyć w Australii i leczyć żółwiki i pracować jako aktorka teatralna w Warszawie. To naprawdę nie jest dziwne, co czujesz. Bardzo trudno się skoncentrować, odrzucić te inne opcje. I potem z tym żyć. Myślę, że najgorzej jednak jest nie robić nic. Stać w miejscu i się zastanawiać. To najbardziej frustrujące. Jak wybierzesz dziecko – będziesz doświadczać zarówno pięknych rzeczy jak i dramatów, a jak go nie wybierzesz? Też!

Pocieszenie jest takie, że jakoś to sobie usprawiedliwisz.

Jeśli doświadczasz takich rozterek to pewnie jesteś jedną z tych osób, które nie redukują sobie wystarczająco dobrze dysonansu poznawczego (napisałam o tym w tekście „Słodkie cytryny i kwaśne winogrona”). Bolą Cię bardziej te stracone możliwości. Nie mówisz sobie – „Aaaa, tak właśnie miało być”. Bo wiesz, że nie musiało. Tylko tak wybrałaś. Chyba warto się nauczyć tego podejścia typu: „Aaaaaa, co komu pisane, to go nie minie”.

Ja wyprowadziłam się z Warszawy, gdzie miałam przyjaciół jeszcze z czasów studiów. Teraz mieszkam w Trójmieście. Miejsce jest cudne i nie żałuję. Ale z przyjaciółmi się rozminęłam. Oni zostali tam, ja jestem tu, oni mają małe dzieci, ja mam dwa charty. Wierzę, że przyjdą nowi znajomi. Na pewno w alternatywnej rzeczywistości mogłam zostać i może też mieć dziecko. Ale koncentrowanie się na tym na pewno nie przyniesie ani mnie, ani Tobie szczęścia.

Jeśli pragniesz dziecka, to pomyśl co Ci ono da, jakie uczucia, co w Tobie spełni. A co stracisz, jeśli nie będziesz go miała. Może zapisz to sobie na kartce. Popatrz na to. Wyobraź sobie, że trzymasz je w ramionach i alternatywę – że nigdy nie będzie Ci to dane. I wczuj się w siebie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s