Dlaczego nie wierzę w miłość bez zobowiązań? Reguła wzajemności

Nasze pra pra pra babki i nasi pra pra pra dziadowie w pewnym momencie historii wykoncypowali, że lepiej im będzie zamiast prowadzić zbieracki tryb życia, przerzucić się na mięso i polowania. I według psychologii ewolucyjnej i antropologii decyzja ta doprowadziła do przełomowych zdarzeń w ewolucji człowieka. Jaki to ma związek z miłością i brakiem oczekiwań?

 

Decyzja ta poniosła za sobą liczne konsekwencje. Nasz pradziad, nazwijmy go Homo sapiens Łukasz czy prababka Homo sapiens Żaneta nieszczególnie byli sobie w stanie poradzić sami w polowaniu na dużego zwierza, tak jak w zbieraniu jagód. Trzeba było zatem odrzucić introwertyczne wędrówki po lesie, na rzecz wspólnych wypadów „na mamuta”. Homo sapiens Łukasz i Homo sapiens Żaneta musieli wypracować mnóstwo nowych zasad, które umożliwiłyby im i ułatwiły nie tylko polowanie, ale i funkcjonowanie w grupach. Decyzja o polowaniach na mamuty zamiast na jagody, pociągnęła za sobą przymus rozwijania umiejętności posługiwania się narzędziami i ich wytwarzania, a przede wszystkim wydumywania jak miałyby one wyglądać. To można uznać za narodziny technologii, która doprowadziła nas do używania smartfonów i automatyzowania wszystkiego, co się da. Jednak równie ważny był rozwój postaw społecznych, które musiały pójść za tą poważną zmianą.

Ludzie uczyli się działać w grupach, zarządzać tymi grupami, podporządkowywać, by czerpać korzyści z tego wszystkiego, co grupa im daje, a zatem – jedzonko, ochronę i działanie wspólnymi siłami. Ponieważ możemy sobie wyobrazić raczej, że Homo sapiens Łukasz na wyprawę na mamuta zabierał raczej Homo sapiensa Ryszarda i Piotrka, to Homo sapiens Żaneta zostawała w gronie innych samiczek i pewnie jakiegoś samczyka obronnego, we w miarę bezpiecznym miejscu i w zamian za to, że Homo sapiensy Łukasze, Ryszardy i Piotrki przyniosły jedzonko, brała się za sprawianie tegoż i dbanie o chłopaków, żeby mieli siły przed kolejną wyprawą. 

Wiem, brzmi aż do mdłości patriarchalnie i można sobie tutaj dopisać szerszy scenariusz tego jak to kobiety dały się zamknąć w jaskiniach na całe wieki, gdy męskie Homo sapiensy sobie hasały po świecie. Może to tylko dzisiejsze wyobrażenie scenariusza, bo kto wie, może jakaś Homo sapiens Joanna też brała swoją dzidę i szła z chłopakami. Nie wnikajmy w to zbyt głęboko. 

Narodziny reguły wzajemności

To, co istotne, przejście z systemu zbierackiego na polowania, a tym samym na potrzeby rozwijania się w działalności grupowej, współdziałania z innymi Homo sapiens, skutkowało również rozwojem zależności między ludźmi. Ja zrobię dla ciebie X, a ty odwdzięczysz mi się w Y. Najprościej właśnie wyobrazić to sobie tak – myśliwy wraca z mięsiwem. Ma go więcej niż sam zje. Więc podzieli się, a ci, którzy to jedzonko dostaną, będą wdzięczni i chętnie zrobią coś potem dla niego. Tak powstawała wymiana dóbr i usług. I tym też psychologowie ewolucyjni tłumaczą istnienie reguły wzajemności.

To taka zasada, która sprawia, że gdy ktoś zaprosi cię do domu, to czujesz się w obowiązku zaprosić go na „wizytę odwetową”. Jak ktoś zapłaci za twoją kawę, to potem, jak znowu pójdziecie razem na pogaduchy, to ty mu postawisz oranżadę. Jak wyręczę cię w pracy, ty potem wyręczysz mnie. Ta reguła jest tak silna i powszechna, właśnie dlatego, że funkcjonujemy od dawien dawna na zasadach współpracy. Uczymy się jej jako dzieci – trzeba się dzielić zabawkami, być dla siebie miłym, pomagać sobie. I jak ktoś jest miły dla ciebie, to mu to zapamiętaj.

Reguła wzajemności jest więc bardzo adaptacyjna. Dzięki niej lepiej nam się razem żyje. Chętnie robimy coś dla innych, idziemy na ustępstwa, przysługi, bo czujemy, że dawanie się opłaca. Dobro wraca, nie? Reguła wzajemności to taka niepisana obietnica, że dając coś od siebie, nie zostajesz wyeksploatowany przez innych, którzy chcą tylko brać. Sprawia, że możemy mieć do siebie więcej zaufania. 

Na potrzeby koncentracji na meritum tej opowieści nie będę się rozwodziła nad tym, że marketingowcy dobrze już wyniuchali o co w regule wzajemności chodzi i wiedzą jak ją wykorzystać małymi ustępstwami w negocjacjach i drobnymi prezencikami, żeby wywołać w nas poczucie chęci odwdzięczenia się i dokonania zakupu… Jednak – warto wiedzieć, że nagminnie jej używają i uważają za bardzo skuteczną.

Nie oczekuj człowieku?

Co i raz trafiam na teksty o tym, że nie powinniśmy oczekiwać od innych niczego, albo kochać bezwarunkowo, kompletnie za nic, nawet jak ktoś postępuje źle czy nie liczy się z nami. Przez długi czas nie budziły mojego oporu. Miłość bezwarunkowa brzmi bardzo pięknie. Ale nie udało mi się do końca ustalić czym ona jest. Akceptacja człowieka z jego wadami i kochanie go mimo tych niewygodnych dla mnie cech – jest czymś, co przyjmuję. Ale miłość bez żadnych warunków, a więc i zasad? Nie wydaje mi się realistyczna. 

Oczywiście jeśli wszystko między stronami gra, obie chcą dla siebie nawzajem dobrze, chcą sobie dawać i gotowe są przyjmować – nie ma problemu. Ufamy drugiej osobie, że nie zostawi nas na lodzie, nie skrzywdzi i też będzie chciała robić dla nas dobrze rzeczy. A jeśli ich nie robi? Jeśli siebie i swoje oczekiwania stawia na pierwszym miejscu tak bezkompromisowo, że naszych potrzeb nawet nie zauważa? 

Wiele razy widziałam takie sytuacje. I pojawiał się jeszcze ten manipulacyjny argument o oczekiwaniach, że „prawdziwa miłość jest bezinteresowna”. Więc dawaj mi w nieskończoność, bezinteresownie, czyli nie oczekuj, że ja dam coś tobie. A czy to dotyczy również mnie? O tym osoby chętnie posługujące się tym argumentem już niewiele mówią. One przecież też z siebie dają. Czasem nie wiadomo co, ale dają. A że jest to tylko maleńka garstka w obliczu całej wywrotki, którą otrzymują – kto by to rozliczał! „Miłość to nie licytacja!”.

Zatem, gdy słyszę: “Powinnaś kochać go za to, jakim jest człowiekiem i dawać mu różne rzeczy z miłości, a nie oczekiwać, że on będzie też dawał tobie, bo nie na tym polega miłość”. Myślę: Bla, bla. To jest historia z tego świata ideałów, w którym w dobrym tonie jest mówić górnolotne frazesy, jak to, że wszyscy jesteśmy równi.

No rules?

Sformułowanie: „bezwarunkowa miłość” czy „bezwarunkowa akceptacja” w odniesieniu do dzieci też budzi w moim odczuciu kontrowersje. Nie dlatego, że uważam, że trzeba stawiać dzieciom wygórowane wymagania. Myślę, że ta idea jest już dziś po prostu bardzo wypaczona, a jej tłumaczenia są mętne. W akceptacji bezwarunkowej podkreśla się by akceptować dzieci z ich wszystkimi uczuciami – tymi przyjemnymi i nie. I żeby przyjmować ich złość i niezgodę. I bardzo to popieram. Uczenie dziecka, że jest dobre tylko jak jest dobre, a jak stawia swoje granice, to już jest be, prowadzi do wielu smutnych rzeczy w dorosłości. Ale to ma pewne pułapki. A i rodzice mają swoje granice. Na przykład granicę cierpliwości.

Głównie chodzi jednak chyba o to, że określenie to sugeruje, że należy dziecko kochać takim jakie jest, bez stawiania żadnych warunków. Ale przecież nauczenie małego, że funkcjonuje w społeczeństwie i przez wzgląd na to, nie może robić absolutnie wszystkiego, co przyjdzie mu do główki, nie licząc się z innymi, jest właśnie stawianiem jakichś warunków. Jak będziesz grał według nich – ludzie będą cię lubić, jak nie, będą cię odrzucać. Są zachowania, których nie akceptuje nikt.

Wiem, że w temacie miłości bezwarunkowej bardzo istotne jest to jak się do dziecka mówi. Żeby nie mówić mu, że się go nie będzie kochało jak czegoś nie zrobi, albo właśnie jak zrobi. Choć szczerze? Jak często rodzice mówią tak dzieciom? Mówią raczej: „Ale niegrzeczna dziewczynka, nie ładnie!” (zamiast: „Zachowałaś się niegrzecznie, Anielko. Tak nie można, bo…”). Nie każdy rodzic ma anielską cierpliwość. Powiedziałabym raczej, że pewnie niewiele ją ma. Czasem trzeba powiedzieć dziecku, że postąpiło źle, krzywdząco również dla innych. Akceptacja to jedno, brak warunków to drugie. Gdy żyjemy razem, w grupach, różnorodne warunki, czyli zasady, sprawiają, że funkcjonuje nam się razem lepiej. Bezpieczniej. Dlatego właśnie te zasady i warunki tworzymy.

W bardzo dużej mierze pojęcie „miłości bezwarunkowej” zależy od naszej interpretacji. Oczekując zbyt wiele możemy wypuścić w świat człowieka, który wiecznie będzie się czuł nie taki, jak powinien, niewystarczający.  Ale próbując podchodzić do tego zbyt perfekcjonistycznie i dosłownie, kochając bezwarunkowo możemy wychować człowieka, który ma wszystko w nosie, bo nie ważne co zrobi, to i tak mamusia będzie go kochała. I on pójdzie w świat i poczuje się oszukany, niezrozumiany i nie będzie wiedział czemu wszyscy są przeciwko niemu.

Myślę, że gdy rodzic daje dziecku poczuć, że je kocha, daje mu ciepło, zapewnia bliskość i czułość, to oczekiwania, które będzie stawiał, nie spowodują w dziecku poczucia odrzucenia czy że jest niewystarczające. Gdy czujesz się kochany, to te „warunki” nie są karą. Mogą być motorem do rozwoju.

Szklanka wody

Nie raz spotkałam się też ze stwierdzeniem – nic nie jesteś winny swoim rodzicom. Nie? Serio? Kiedyś rodzice bardziej potrzebowali swoich dzieci technicznie. Dzieci były rodzajem emerytury. Potem to się zmieniło. Możesz odłożyć sobie hajs na dom opieki i tam, wśród innych ludzi w podobnym wieku i pielęgniarek wieść całkiem fajne życie (ok, może to jeszcze tak słodko nie wygląda, ale wierzę, że zanim ja doczekam starości, to domy dla staruszków będą już znacznie przyjemniejsze). Ale reguła wzajemności działa. Ciągle jesteś dzieckiem swoich rodziców. A oni są już starzy i potrzebują pomocy. No to kto ma im teraz pomóc, jak nie ty? Komu, na całym świecie może na nich zależeć, jak nie tobie? Czy niedołężniejąc i nie mając już siły na zakupy, a czasem i możliwości normalnego myślenia, mają się o siebie troszczyć sami? Nie wiem kto wymyślił ten slogan, że niczego nie jesteśmy winni swoim rodzicom. Może jakiś zbuntowany nastolatek, który wykrzykuje starym: “Ja się nie prosiłem na ten świat!”. 

Nie miałam różowego dzieciństwa. Miałam różnobarwne. Były mroki i piękne momenty. Wyniosłam i traumy i siłę. Ale widzę i czuję co rodzice dla mnie zrobili. Mimo żalu do nich o niektóre sprawy, który pozwoliłam sobie przeżyć, wiem, że zawdzięczam im niesamowicie dużo. Gdyby rozpatrywać to w kategoriach długu to jest taki, którego nie da się spłacić. Nie twierdzę, że należy się tym gnębić i stawać na głowie by zadowolić swoich rodziców. Często się po prostu nie da (Ba! O ile w ogóle!). Ale biorąc pod uwagę regułę wzajemności, jesteśmy im jednak “coś winni”. Im lepsi byli dla nas rodzice, tym mniejszy opór przed tym. Jeśli zostaliśmy bardzo skrzywdzeni, trudniej nam na to tak patrzeć. Warto jednak zastanowić się nad tym czy zostaliśmy TYLKO skrzywdzeni, czy nie ma tam niczego, za co możemy być wdzięczni?

Oczekiwania i zaufanie

Oczekiwania kojarzą się z roszczeniową księżniczką czy surowym tatusiem. Być może dlatego niektórzy tak się tego boją. Jednak oczekiwanie, że będziemy współpracować dbając o siebie, nie wchodząc sobie przy tym na głowę i będziemy się wymieniać jest uczciwe i bardzo zgodne z naszą ludzką historią. 

Mam wrażenie, że relacja ludzi, w której nie ma żadnych oczekiwań, to albo mrzonka, albo relacja daleka, czy też dopiero się zaczynająca. Gdy funkcjonujemy ze sobą dłużej, bliżej, te oczekiwania się pojawiają. I sądzę, że mają one mnóstwo wspólnego z zaufaniem. Ufam, że będziesz chciał dla mnie dobrze, że się o mnie zatroszczysz, gdy będę tego potrzebowała. Ufam, że mnie nie skrzywdzisz, dlatego pozwalam ci się tak do mnie zbliżyć. Ufam, że mnie nie zdradzisz. Że nie podkopiesz pode mną dołka. Że będziesz działał w mojej sprawie. Że nasza relacja jest na liście priorytetów – mojej i twojej. I że będziesz mnie stawiał wyżej niż innych, przypadkowych ludzi, bo to ze mną zdecydowałeś się być.  Ufam czyli spodziewam się tego po tobie. Daję ci kredyt zaufania. A zatem oczekuję tych rzeczy. I ja dla ciebie robię to samo. Reguła wzajemności.

Odkładając na bok emocje i nasze patologiczne potrzeby, które sprawiają, że szukamy sobie czasem ludzi, którzy traktują nas źle:

jeśli daję dużo od siebie, inwestuję w związek, to dlatego, że również coś z niego dostaję. Jeśli nie dostaję nic, to co niby miałoby mnie w tym układzie trzymać? Skoro na świecie jest wielu samczyków gotowych zbudować relację z samiczką, to dlaczego akurat miałabym wybrać sobie takiego, od którego mam niczego nie oczekiwać?

Mam wrażenie, że te slogany o braku oczekiwań, o tym, że musisz poradzić sobie sam, sam o siebie zadbać, wyrastają bardzo z indywidualistycznego podejścia do świata, które oprócz tych pięknych słów przyniosło nam również wzrost depresji. Zatroszczenie się o siebie i samodzielność są bardzo ważne. Dogadanie się z samym sobą, współczucie dla siebie samego są nam bardzo potrzebne. Gdy prowadzą nas do nadmiernego koncentrowania się na sobie, na swoim ego, tak silnego stawiania swoich granic i ciągnięcia sznurka w swoją stronę, że życie z nami nie daje satysfakcji, stajemy się bardzo samotni. I tacy skoncentrowani na sobie przeżywamy tę samotność bardzo dotkliwie. Z drugiej strony – jeśli dajemy z siebie bardzo dużo, niewiele otrzymując, czujemy się sfrustrowani i wykorzystani. Czasem oszukani. Reguła wzajemności wymaga kompromisów, dawania, przyjmowania i brania. Z obu stron zaangażowanych w relację. A zbudowane na niej więzi są silne, dają więcej satysfakcji.

W wykładzie dr. Kelly’ego Wilsona „Health and wellness in the modern world” padają słowa, którymi chciałabym się z Tobą podzielić na zakończenie:

Stworzyliśmy sobie świat, w którym możemy żyć sami, ale tylko to, że coś jest możliwe, nie oznacza, że jest dla nas dobre czy zdrowe.

One comment

  1. Ludzie to egoiści i to egoizm nami kieruje. Dobrze jednak ubrać to w słowa i przedstwić tak żeby się poczuć lepiej. Nie ma moim zdaniem czegoś takiego jak bezinteresowność – dam Ci i nic nie chce? Hmm ok, ale dostajesz to miłe uczucie, że nic nie chciałeś więc i tak dostałeś to co Cie połechtało. Tak to „mrocznie”, ale realiztycznie widzę. ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s