Nie, tego nie „rozchodzisz”

Wyobraź sobie, że parszywie boli cię noga. Nie wiesz czy jest złamana, skręcona, może to jakiś zerwany mięsień. Ale prędzej zniesiesz jajo niż na niej staniesz. A życzliwy znajomy poklepuje cię po ramieniu i mówi: “Ojej, no nie przejmuj się, jakoś to rozchodzisz. To tylko w Twojej nodze!”.

Dalszy scenariusz bywa różny. Jeśli to “tylko” skręcenie albo naderwanie mięśnia czy ścięgna to prędzej czy później jakoś się zagoi. Przez jakiś czas nie będziesz na tej nodze skakał czy biegał, ale rzeczywiście “się rozchodzi”. Jeśli to złamanie albo zerwanie czegoś na amen, samo przejść nie chce, trafiasz do lekarza, wjeżdżasz w tubę rezonansu magnetycznego albo dajesz się trochę napromieniować żeby zobaczyć jak się mają twoje kosteczki.

Jak mają się w kawałkach to lądujesz w gipsie albo na stole operacyjnym. Potem fizjoterapeuta narażając się na to, że oberwie od ciebie w łeb rozpracowuje twoje blizny pooperacyjne. I szczerze życzysz mu żeby trafił za to do piekła. Jeszcze później ogarnia cię czarna rozpacz gdy dzień w dzień spędzasz półtorej godziny albo dwie na ćwiczeniach rehabilitacyjnych, które swą atrakcyjnością konkurują z 24-godzinną transmisją gry w golfa. Ale robisz to wszystko, bo wiesz, że bez tego nie będziesz mógł normalnie funkcjonować. Nie że biegać ultra czy porywać się na slalom gigant albo tańczyć w balecie. Tylko chodzić na spacery z psem, podbiegać do autobusu, stać w kolejce po bułki czy kucnąć i podnieść złocisza, który spadł ci na podłogę.

Wiesz, że jak się skaleczysz i krew sika na boki – trzeba nakleić plasterek. Że jak masz 40 stopni gorączki to lepiej zostać w łóżku i to wyleżeć, wypocić i łyknąć jakieś dropsy albo uderzeniową dawkę czosnku. Że jak nie będziesz mył zębów to nie dość, że się zepsują i rozbolą, to jeszcze wydasz pomniejszą fortunę na dentystę i skutecznie odstraszysz od siebie wszystkie ludzkie stworzenia w promieniu 15 kilometrów. Że jak masz bolesną ranę to nie wsadzasz w nią patyka i nie wiercisz, a jeśli sweter od babuni gryzie cię jakbyś dorobił się wszy to prędzej dasz go zeżreć molom niż założysz jeszcze raz na uroczystość rodzinną.

Nie licząc pewnej części społeczeństwa, która rzeczywiście “jakoś rozchodzi” tę złamaną nogę, przebiegnie 75 kilometrów na skręconej kostce, a zamiast do łóżka z 40-stopniową gorączką wsiądzie na rower w zimową mroźną noc na najtrudniejszym rajdzie przygodowym, większość istnień ludzkich ma coś, co nazywamy instynktem samozachowawczym.

Instynkt ten najczęściej jednak dotyczy naszego cielesnego aspektu, który szepcze nam cicho do uszka żebyśmy na przykład nie wkładali palca pomiędzy metalowe tryby potężnej maszyny, bo będzie kuku.

Rany duszy

W sferze psyche instynkt ten jakoś słabiej sobie radzi. Ładujemy się w związki, które przypominają układanie się do snu w hamaku zawieszonym na linie nad kilometrowej głębokości przepaścią. I to wiedząc, że w nocy lubimy się powiercić, a i czasem zdarzało się lunatykować. Pozostajemy w pracy, która przypomina sytuację jakbyśmy usiedli w mrowisku gołym tyłkiem nasmarowanym miodem. I jeszcze się uśmiechamy szeroko i mówimy, że nie jest tak źle. Inni mają gorzej. Mówimy do siebie słowami, które powinny być w najgorszym przypadku orężem na wroga. Rozpamiętujemy czyjeś bolesne słowa, krytykę, albo jakieś swoje zachowanie, którego się wstydzimy, gnębiąc się przy tym paskudnie. Chłoszczemy się, wbijamy sobie szpilę, dowalamy sobie.

Fot. Pixabay.com

W jednym ze swoich wykładów z serii TED talks dr Guy Winch porusza ten temat wskazując na różnice w traktowaniu swojego ciała i swojej “głowy”. Używa w nim określeń “emocjonalna pierwsza pomoc” i “higiena emocjonalna”. Pokazuje, że nawet pięciolatek wie, że trzeba myć zęby i nakleić plasterek jak się skaleczy. Że traktujemy swoje ciała znacznie lepiej niż psychikę.

Spotkałam wprawdzie w swoim życiu bardzo osobliwe przypadki tej “dbałości” o swoje ciało. I muszę przyznać, że w dużej mierze sama do nich należę. To ja byłam autorką i wykonawczynią durnego pomysłu przebiegnięcia 75 kilometrów na skręconej kostce. No, na twardziela wyszłam, że hej! A jak o tym opowiadam to oczami wyobraźni widzę siebie z gębą Bruce’a Willisa w Szklanej Pułapce. Spluwam krwią, łykam aspirynę bez popijania i biegnę dalej. Tyle, że podczas gdy borykałam się z bólem i niestabilnością przez kolejne dwa lata, miałam raczej skwaszoną minę Kermita.

Ale nie licząc tych “beznadziejnych” przypadków, rzeczywiście lepiej radzimy sobie z dbałością o ciało niż o głowę. Przynajmniej wiemy jak z postępować w obrażeniami i chorobami swoich ciał. Zauważamy, że coś nam się stało. A jeśli nie my sami, na pewno widzą to inni. Ja mogę władować brudny paluch do buzi, gdy się skaleczę, nie mając zamiaru nic dezynfekować czy bawić się w plasterki. Ale przyjaciel mi powie: “Ej! Weź to czymś przemyj, albo przynajmniej posikaj!”. Jeśli ktoś zauważy, że jestem chora, zapędzi mnie do łóżka i zrobi mi herbatę z miodem i cytryną, zamiast wyganiać mnie do pracy.

Ran emocjonalnych i przewlekłych chorób duszy nie widać gołym okiem. A nawet jeśli widać, że jesteś przygnębiony, życzliwy znajomy poklepuje cię po ramieniu i mówi: “Daj spokój, weź się w garść. To tylko w Twojej głowie”. Niektórzy zrozumieją, jeśli powiesz im, że masz zdiagnozowaną depresję. “No tak, depresja to choroba, słyszałem o tym. Jakieś tam zaburzenia neuroprzekaźnictwa, jakieś substancje się w mózgu nie wydzielają, co powinny”. I mając tę szczątkową wiedzę, nie będą ci doradzać żebyś wziął się w garść i że jeśli tylko zmienisz myślenie na pozytywne to będzie jak ręką odjął. Ale przecież nie od razu musisz cierpieć na depresję żeby czuć się poraniony i przygnębiony, tak jak nie od razu musi ci urwać rękę żebyś czuł ból, nieprawdaż?

Mniejszych i większych ran emocjonalnych, których doświadczamy jest tyle, ile komarów na Mazurach. I nie, nie da się ich “rozchodzić”. Owszem, da się udawać, że ich nie ma. Do czasu. Bo skręcona kilka razy kostka, z którą nic nie zrobisz nie będzie działać dobrze. A ponieważ pracuje w jednym teamie razem z kolanem i biodrem, to jej niewydolność może skutkować rozwałką kolejnego stawu. Wiele “problemów z głową” jest dokładnie taką skręconą kostką. Dziś pobiegniesz na niej dalej. Za rok, dwa czy pięć dorobisz się czegoś poważniejszego, na przykład choroby psychosomatycznej.

Psycha – drugie ciało

Bardzo pomocne jest wyobrażenie swojej sfery psychicznej, emocjonalnej, jako ciała. I gdy jest nam z czymś źle nadawać temu czemuś status skaleczenia, rany, zwichnięcia, złamania, rany otwartej, w zależności od wielkości “obrażenia”. I reagować na nie adekwatnie. Z troską. Jeśli mocno szwankuje u ciebie miłość własna i mocno się krytykujesz i nie pozwalasz sobie na słabość – wyobraź sobie, że to coś stało się twojemu przyjacielowi. I zastanów się jak on powinien się potraktować według ciebie. Można na to spojrzeć na przykład tak:

Plasterek

Jeśli coś sprawiło ci drobną przykrość – “weź się na kolana” i przytul. Obejmij rękami swoje plecy i wtul się w siebie. Albo zrób sobie herbatę, zamknij oczy i pobądź ze sobą. Ale nie nakręcaj się i nie rozpamiętuj tego, co tę przykrość sprawiło. Nie pognębiaj się, nie krytykuj. Nie udawaj, że nic się nie stało, ale i nie wyolbrzymiaj.

Rehabilitacja

Jeśli właśnie się rozwodzisz albo po wielu latach odchodzisz z pracy, która była wprawdzie udręką, ale znaną i stabilną, wyobraź sobie, że to jest jak skręcone kolano. Czeka cię trudny i żmudny czas. Może operacja, na pewno długa rehabilitacja i powrót do sprawności. Nie da się z takiej sytuacji wyskoczyć hop-siup. I jakoś tego “rozchodzić”. Nie rozpamiętuj jak to było fajnie mieć oba sprawne kolana. Tamten czas minął i już nie wróci. Teraz jesteś w nowej sytuacji. I możesz albo zmierzać do kolejnej rozwałki, albo wziąć się za solidną fizjoterapię i budowanie swojej sprawności na nowo, inaczej. Może już nie będziesz jeździć na nartach, albo grać w squasha, ale możesz jeździć na rowerze i tańczyć na rurze. Ale na to dopiero przyjdzie czas, po rehabilitacji.

Szpital

Jeśli w dramatycznych okolicznościach zakończył się Twój związek z osobą, która była całym światem, byłaś od niej uzależniona jak alkoholik od butelki, a teraz nagle znika, wyobraź sobie, że właśnie zaliczyłaś dachowanie po brutalnej czołówce na autostradzie. Ledwo uszłaś z życiem. Ciało jest w rozsypce. Leżysz w szpitalu i w tej chwili nie wiesz czy jeszcze kiedykolwiek będziesz chodzić. Nie wiesz nawet kiedy cię stąd wypuszczą, chce ci się tylko spać żeby nie czuć bólu całego ciała. I nie spiesz się. Rehabilitacja zacznie się w swoim czasie, gdy będziesz mieć siłę. Nic nie przyspieszaj, nie próbuj być silna ponad miarę i udawać, że wyszłaś z tego cało. Płacz i nie oskarżaj się, nie myśl gorączkowo co mogłaś zrobić inaczej. Zauważ, że przeżyłaś. Serce bije, oddychasz, poruszasz rękami i nogami. I choć dziś tego nie czujesz, jeszcze możesz na nich tańczyć.

***

Wiara w to, że po bardzo trudnym rozstaniu, rozwodzie czy dowolnej innej trudnej sytuacji życiowej można po prostu “myśleć pozytywnie” i jakoś to “rozchodzić” jest kompletnie oderwana od rzeczywistości. Nie da się. Nie. Złamana noga, na którą założy się ładne jeansy, które ukryją opuchliznę i deformację, pozostanie złamaną nogą.

A my z taką złamaną nogą, albo takie wyczołgane z wraku samochodu robimy dobrą minę do złej gry. Chcemy udać, że nic się nie stało, że nie jest aż tak bardzo złamana, że nie boli aż tak bardzo. Że damy jakoś radę. Znajomi nawet docenią, że tak dobrze się trzymamy. “Patrz, z taką złamaną nogą, a się nad sobą nie rozczula!”.

Samotność, porażka i odrzucenie niczym się nie różnią od ran i chorób ciała. Wpływają na nasze życie w całkowicie namacalny sposób. I tak samo jak ze skręconą nogą czy nieleczoną chorobą, nasz stan się pogarsza, jeśli nic z tym nie zrobimy. Na tych, którzy wykrwawili się czy wycierpieli bardziej, nie czeka na końcu drogi żaden Święty Graal.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s